"You're My Problem..."

But...I Love You

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Wstawaj!-usłyszałam przeraźliwy skrzek Marikii.
Leniwie otworzyłam oczy zerkając na nią. Miała na sobie krótkie spodenki, koszulke na ramiączkach i trampki .
-Czego?- zaśmiałam się i schowałam głowe w poduszkę.
-Jest 11, musimy jechac na zakupy i przygotować dom na imprezeee- zaśpiewała mi do ucha, a ja czułam jak jej wycie dochodzi mi aż do mózgu.
-Jeju, teraz?-jęknęłam nie chcąc opuszczać mojej cieplutkiej kołderki.
-Ja już zaprosiłam wszystkich, wiec mogłabyś mi troche pomóc-westchnęła.
Ja słysząc jej słowa od razu zerwałam się z łóżka.
-Jak to wszystkich?-zerknęłam. Mówiąc to miałam na myśli niektórych "nie miłych" ludzi z naszej klasy.
-No wszystkich dosłownie, przecież nie chcesz mieć z nimi na pieńku.- zaśmiała się a ja w odpowiedzi uderzyłam ją poduszką.
-Ale nie zaprosiłaś chyba tej Zuzki?-zakpiłam układając kołdre i koc na łózku .
-Nie ale...zaprosiłam Justina i jego znajomych-klasnęła w ręce."O ironio!"-jęknełam w duchu.
-Postradałaś zmysły?
Dziewczyna spojrzała się na mnie zdziwiona kompletnie nie wiedząc o co mi chodzi, po chwili pojęła.
-Oj cicho, robie to we własnym interesie. Kiedyś ci powiem dlaczego-wyszła z mojego pokoju a ja wywróciłam oczami.
No jasne, we własnym interesie zaprosiła tego pyskacza i jego kumpli. No już gorzej być chyba nie mogło. Ja rozumiem że ona chce sie ze wszystkimi zaprzyjaźnić, no ale bez przesady. Są pewne granice. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam zwiewną sukienke w kolorze pudrowego różu i bielizne i czarne sandałki . Poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic, umyłam włosy truskawkowym szamponem a ciało brzoskwiniowym żelem. Cały czas myślałam nad tym co ona zrobiła, i tak jak bardzo lubie imprezy, to chce żeby ta jak najszybciej się skończyła. Owinęłam cialo ręcznikiem , pomalowałam sie i wyprostowałam włosy, ubrałam wcześniej przygotowane rzeczy i wyszlam z pomieszczenia,wzięłam jeszcze swoją małą czarną torebkę i schowałam do niej portfel, telefon i najpotrzebniejsze rzeczy. Zbiegłam na dół po schodach gdzie brunetka jadła już śniadanie, a na stole były przygotowane dla mnie kanapki.
-Dziękuje-uśmiechnęłam się w jej stronę i usiadłam na przeciwko.
-Nie bądz na mnie zła-westchnęła.
-Nie jestem, tylko nie rozumiem czemu go zaprosiłaś skoro dobrze wiesz że nie mogę go znieść-zerknęłam w jej stronę.
-No wiem, ale no ..powiem ci w swoim czasie dlaczego to robie-wzięła do ust kanapkę z szynką.
Westchnęłam troche zirytowana ale nie zadawałam więcej pytań.
-To co jedziemy?-spojrzała na mnie kiedy skończyłam jeść.
-Tak-wstałam od razu i umyłam talerz.
Wzięłam swoją torebke i wyszłam z domu po drodze biorąc z półki kluczyki od swojego samochodu. Wsiadłam do niego i odpaliłam, wyjechałam na ulice i poczekałam na nią.
Po chwili wsiadła i ruszyłyśmy do galerii.
-Musimy kupić, alko, slodycze,chipsy, i jakieś napoje-zerknęła na mnie a ja skreciłam w kolejną ulice i stanęłam na światłach.
-Okej-szepnęłam niesłyszalnie-byłam troche na nią zła, bo przecież jesteśmy przyjaciółkami a ona ukrywa przedemna dlaczego go zaprosiła. Westchnęłam i ruszyłam widząc zielone światło. Jechałyśmy do końca w ciszy, żadna z nas nie chciała się odezwać, po chwili zauważyłam budynek galerii. Wjechałam na praking i zaparkowałam koło wejścia. Wysiadłam i automatycznie zamknęłam samochód. Skierowałyśmy sie w stronę wejścia i już po chwili byłyśmy na hali. Marika od razu popędziła w regał z alkoholem, a ja ? Hahaha to co zwykle, chipsy,chrupki.
***
-Tyle powinno wystarczyć-zaśmiała się i wrzuciła do wózka 2 wodki i piwa. Dorzuciła jeszcze Pepsi,Sprite, i soki Pomarańczowy i Jabłkowy. A ja wrzuciłam kilka paczek chipsow, popcorn, ciastka no to co zazwyczaj.
Wzięłyśmy jeszcze jedzenie i rzeczy do codziennego użytku. Stojąc przy kasie zauważyłam Justina, był w towarzystwie jakiś kolesi.
Kiedy nas zauważył wydał się być speszony, przyśpieszył kroku idąc za nimi. Zdziwiła mnie jego reakcja, bo zawsze był taki pewny siebie, a teraz przy tych kolesiach wyglądał jak mały chłopiec. Nawet nie zauważyłam kiedy Marika pakowała już produkty do reklamówek. Kiedy skończyła zwróciła się do mnie Pani w kasie.
-Dzień Dobry- uśmiechnęła się uprzejmie .
-Dzień Dobry-odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
-Poprosze 132 złote i 15 groszy-zerknęła.
Wciągnęłam 200 złotych i podałam jej .
Po chwili wydała mi resztę.
-Życzę miłego dnia-szepnęła.
-Dziękuje, wzajemnie. Dowidzenia-uśmiechnęłam się.
Odeszłyśmy od kasy i skierowałyśmy się w stronę samochodu .

Po 15 minutach byłyśmy w domu . Wyciągnęłyśmy z samochodu zakupy i weszłyśmy do domu .
-To co ? Zerknęła . Gotowa na przygotowania? -zaśmiała się a ja z niesmakiem pokręciłam głową przypominając sobie kto na tej imprezie bedzie. Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzine 16

O godzinie 19 wszystko już było gotowe a ludzie mają przyjść na 20.
Poszłam do siebie i zamknęłam się w łazience. Nalałam gorącej wody do wanny. Związałam włosy w niechlujnego koka i położyłam się w wannie. Zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłem jakie mnie otaczało,,przygryzłam wargę i uśmiechnęłam sie do siebie, może nie bedzie aż tak źle, to w sumie jest tylko impreza...No tak ale w naszym domu!- skrzywiłam się. Otworzyłam oczy i skupiłam sie na jednym punkcie w łazience...-No nic, trzeba sie szykować- wzięłam swój ulubiony czekoladowy żel i umyłam całe ciało, zanurzyłam się żeby piana ze mnie spłynęła, wziełam do ręki ręcznik i owinęłam sie nim . Wyszłam z wanny i usiadłam przed swoją toaletką. Westchnęłam i wziełam do ręki pędzelek do podkładu...w efekcie końcowym miałam mocniejszy makijaż oka i szminke na ustach w kolorze pudrowego różu. Wyszłam z łazienki a za mną unosiła się para. Podeszłam do szafy i ubrałam czarną bielizne, zdecydowałam się na sukienke obcisłą z długim rękawem do połowy uda w kolorze burgund w kwiatki poprawiłam swoje włosy, na nogi włożyłam czarne szpilki.
Zeszłam powolnym krokiem na dół, zauważyłam marike która miała na sobie spodniczke mini, buty na koturnie i bluzke na ramiączkach .
-Ładnie wyglądasz-powiedziałyśmy równo i zaśmiałyśmy sie z tego .
-Już wszystko gotowe? -zerknęłam na nią i oparłam się o blat w kuchni .
-Tak jest wszystko okej, będą za około 10 minut.
I tak było , piszłam otworzyć drzwi a za nimi stały Monica i Nicole. Przywitałam się z nimi a za chwile przyszła reszta dziewczyn, no i koledzy z klasy których głupio sie przyznać ale wogóle nie kojarzyłam,ooo są także koledzy Justina ale bez niego co mnie nieco zdziwiło.
Impreza przebiegała na prawdę okej, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam już kto to dlatego poszłam otworzyć.
Zerknęłam na niego i westchnęłam cicho.
-Hej-powiedział stanowczo swoim zachrypniętym głosem i zmierzył mnie od góry do dołu.
-Hej- przygryzłam wargę i wpuściłam go .
Zamknęłam je i stałam tak przez pare sekund.
-Ładnie wyglądasz-zaśmiał się i poszedł wgłąb salonu.
Kiedy usłyszałam to z jego ust niemal zaksztusiłam się własną śliną.
Czy on właśnie powiedział że ładnie wyglądam czy ja sie przesłyszałam...oblizałam usta i poszłam do kuchni .
-Musze sie napić-warknęłam w stronę przyjaciółki.
Ona nie pytając o nic podała mi drinka. Zaczęłam go powoli pić, a moim oczom ukazał sie szatyn siedzący na kanapie. Zerknął na mnie i wstał. Wyszedł na taras.
Zaintrygowana poszłam za nim , odłożyłam szklanke na stół i stanęłam przed drzwiami od tarasu. Chłopak zapalił papierosa i zaciągnąl się nim .
Po chwili wyciągnąl telefon z kieszeni i zadzwonił gdzieś. Po niedługim czasie usłyszałam jego rozmowę.
-No siema stary. Masz to dla mnie?
-A kiedy to dasz?
-Że co kurwa? Pośpiesz sie przecież musze mieć kase.
-Gówno mnie to obchodzi-warknął-jestem na glodzie kurwa już.
Zadrżałam kiedy to usłyszałam czy to znaczy że on...nie no moze jest troche...nieważne .
-Mam nadzieje kurwa, nara.-syknął i rozłączył się a ja jakby nigdy nic wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. Zerknęłam na tańczącą Marikę w towarzystwie Zayna. Westchnęłam i podeszłam do blatu w kuchni biorąc kolejnego drinka na ukojenie nerwów. Piłam go łapczywie a kiedy skończyłam usłyszałam piosenkę The Weeknd-Earned It uśmiechnęłam sie i rozejrzałam dookoła gdzie wszyscy już połączyli sie w pary. Westchnęłam cicho i już miałam sie odwrócić kiedy para silnych rąk obięła mnie za biodra, i ktoś wyszeptał mi do ucha...
-Zatańczysz ze mną?...





I jak Wam sie podoba kolejny rozdział :P dlugo go pisalam bo nie wiedzialam co i jak napisac . Zapraszam na kolejny buziaczki :3:*:*
Selena-Gomez-900-6001-486x326.jpg
Tagi: Rozdział 3
27.11.2015 o godz. 19:40
Zapraszam do obejrzenia zwiastunu opowiadania :3
https://www.youtube.com/watch?v=lKC-wkr-aA0



i jak podoba się? czekam na wasze opinie, dzisiaj kolejny rozdział buziaczkii :3
Tagi: Zwiastun
26.11.2015 o godz. 17:00
Rano obudził mnie przeraźliwy dzwięk budzika. Westchnęłam i spojrzałam na półkę która znajdowała się koło łóżka. Sięgnęłam ręką po telefon i wyłączyłam ten cholerny dźwięk. Z trudem wygramoliłam się z łóżka. Skierowałam się w stronę łazienki, gdy nagle wpadła do mojego pokoju Marika.
-Hej, zrobiłam Ci już śniadanko, leży na stole- pocałowała mnie w policzek.
-Oooo dziękuje, kochana jesteś- uśmiechnęłam się w jej strone.
-Dobra, ja lece do pracy, spotkamy się w szkole okej? - westchnęła.
Skrzywiłam się na samą myśl o tej szkole i klasie debili.
-Okej- zerknęłam na nią i weszłam do łazienki, a ona zeszła na dół. Słyszałam jak wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Wziełam szybki prysznic bo na dłuższy nie miałam czasu,i ubrałam rurki, do tego bluza z myszką Minnie i czarno-czerwone Air Maxy. Wziełam swoja torbę i zeszłam na dół. Schodząc poczułam z kuchni zapach omleta. Oj...kochana przyjaciółka- pomyślałam zadowolona i usiadłam przy blacie. Wziełam widelec do ręki i zaczęłam go wcinać bo był jak zawsze pyszny w jek wykonaniu. Po skończonym posiłku umyłam jeszcze ząbki i biorąc torbę do ręki wyszłam z domu. Szłam tą samą drogą co wcześniej, ale.niestety tym razem przyjaciółka.mnie nie dogonila. Niedaleko szkoły zauważyłam szatyna i jakąś laleczke. Ona tuliła się do niego, a on był bardziej zajęty paleniem i rozmawianiem ze swoimi kumplami. Szczerze? To mimo że nie cierpie laleczek barbie to jej współczuje, bo widać że chce żeby on zwrócił na nia uwagę a on nic. Kiedy przechodziłam obok nich, nie uszło to nie uwadze.
-Ooo nasza nowa koleżaneczka, odezwał się. A gdzie masz swoją przyjaciółke?- uśmiechnął sie kpiąco i zerknął na mnie.
-Spierdalaj- warknęłam zła i poszłam dalej przed siebie...Oczywiście..mogłam sie wykłócać no ale po co? Nie warto tracić czas na takich idiotów. Pokręciłam głową i weszłam na teren szkoły gdzie czekała już na mnie Marika.
-I jak w pracy ?- zerknęłam na nią, i usiadłam obok.
-A wiesz że dobrze- zerknęła na mnie.
Po chwili zauważyłyśmy naszych zajebistych kolegów idących w stronę szkoły. Zerknęli tylko na nas i poszli przed siebie.
-Co mamy pierwsze? -zerknęłam na brunetkę.
-Coś co uwielbiamy...mata- odparła z sarkazmem.
Wstałam ociężale z ławki i poszłyśmy pod właściwą salę. Po chwili przyszedł nauczyciel i wpuścił nas do sali. Zajęłyśmy nasze wcześniejsze miejsce i zaczeła się lekcja.
***
Lekcja minęła dosyć szybko i bez zbędnych złośliwości. A następnie był wf.
Poszłyśmy pod sale od wf-u gdzie już czekała reszta dziewczyn z naszej klasy. A że nie było jeszcze lekcji to zaczęłyśmy z nimi gadać.
-Hej jestem Magdalene ale mów mi Lene- uśmiechnęłam się do jedej z dziewczyn i podałam jej rękę.
-A ja Nicole- zerknęła i odwzajemniła uśmiech,zaraz za mną podeszła do niej Marika i tak samo się przywitała.
I tak poznałyśmy przed wf Nicole, Rose,Miriam,Annie oraz Monice.
Nagle jak burza podeszła do szatni ta dziewczyna którą widziałam z szatynem.
-Hej, nie pchaj się, warknęła wściekła Nicole.
-Hahaha ja jestem Zuza wieśniro, mogę robić co chce- warknęła i weszła.do szatni zajmując już sobie miejsce, zaraz za nią weszły jej dwie towarzyszki. Westchnęłam cicho i wywróciłam oczami . Przebrałam się szybko w mój ulubiony dres. Poczekałam jeszcze za przyjaciółką i obie poszłyśmy na sale gimnastyczną.
Wchodząc tam zauważyłam że będziemy miały wf z chłopakami.
-No zajebiscie-powiedziałyśmy do siebie.
Oni tylko na nas spojrzeli. Tam oczywiście zauważyłyśmy tego kolesia od Zuzy. Który jak tylko nas zobaczył zaczął coś mówić do swojego kolegi i pokazywać na nas palcem.
-Trzymaj mnie bo zaraz podejde i mu przypierdole-warknęła wściekła brunetka.
-Ej spokojnie, nie zwracaj na tych pajaców uwagi, nie warto-puściłam jej oczko .
Usiadłyśmy na ławkę i poczekałyśmy na pozostałe dziewczyny z nszej klasy
Na samym końcu oczywiście weszła księżniczka w leginsach z cekinami i różową bluzeczka, dało sie słyszeć wycie kilesi kiedy ją zobaczyli.
-Nie wiem czym się tak podniecają- powiedziałam do Mariki.
-Pewnie kupą plastiku- spojrzała na mnie i obie wybuchłyśmy śmiechem .
Podeszła do nas nauczycielka i powiedziała że gramy dzisiaj w siatkówke z chłopakami . Ustawiliśmy się w rzędzie, a ona zwróciła się do mnie i do złośliwego szatyna.
-Magdalene i Justin wybieracie- spojrzała na nas.
Ahh...więc on ma na ime Justin..ciekawe . Zerknęłam na chłopaka i wybrałam do swojej drużyny osoby, w których była miedzy innymi Marika, Nicole,Annie,Miriam i Rose. Oraz pare chłopaków .
On oczywiście wybrał swoich kumpli i towarzyszki laleczki Barbie ale jej samej nie chciał wybrać więc ona usiadła na ławce. Zdziwiło mnie to troche ale dobra to nie moja sprawa. Zaczęła się gra...
****
Po 25 min zaczęła sie konczyć lekcja kiedy Marika wybiła pożądnie piłke i w ten sposób wygraliśmy mecz. Justin spojrzał na mnie wściekły a ja.z satysfakcją wraz z przyjaciółką poszłam do szatni
***
Lekcje minęły dość szybk oale z racji tego że ja ide dzisiaj do pracy to wracałam sama przez park. Tam zauważyłam Justina, który siedział na ławce ze spuszczoną głową, a w ręku trzymał jakąś kartke. Wyglądał na załamanego. Chciałam w pierwszej chwili do niego podejść, i już kierowałam się w jego stronę, ale.najwidoczniej usłyszał to i odwrócił się w moją stronę, lecz nie usłyszałam od niego żadnego złośliwego komentarza. Widziałam tylko smutek, odwrócił się do mbie plecami. Westchnęłam cicho i poszłamvw swoja stronę. Co mu sie stało? Bo wcześniej był taki opryskliwy a teraz ? Wole nawet o to nie pytać bo pewnie i tak nie nie powie tylko mnie wyśmieje albo coś. Skierowałam sie w stronę kwiaciarni i weszłam do środka.
-Witaj Kochana, mam prośbę możesz zostać dzisiaj godzine dłużej ? Bo musze pewnie sprawy pizałatwiać-zerknęła na mnie.
-Tak pewnie nie ma sprawy- poszłam odłożyć torbę.
***
O godzine 19 wracałam już do domu. Wyczerpana weszłam do niego i zastałam przyjaciółke, która jedząc chipsy oglądała jakiś film.
-Mam pomysł- zwróciła sie do mnie, z pełną buzią.
-No jaki?- zerknęłam i zaśmiałam sie z jej miny.
Uniosła brew, i zrobiła minę tak jakby zaczęła mad czymś myśleć. Spojrzałam na nią pytająco i usiadłam obok .
-Jutro jest sobota...-zaczęła mówić.
-No tak i co w związku z tym?-zerknęłam.
-A to że jutro zrobimy u siebie e domu impreze...



I jak kolejny rozdział? :) laski zrobią imreze u siebie w domu hahaha no nieźle nieźle. Dzisiaj pojawi sie nowy rozdział. Zapraszam was do czytania. Buziaczki dla Was :3 :*:*
selena-gomez.jpg
Tagi: Rozdział 2
25.11.2015 o godz. 15:03
No tak już ranek. i jakże wyczekiwany pierwszy dzień w nowej szkole. Zwlekłam się leniwie z łóżka, i poszłam w stronę schodów przeciągając się. Zeszłam po schodach ale nigdzie nie mogłam znaleźć Marikii. A...no tak jest w pracy przed szkołą tak jak się umówiłyśmy. Westchnęłam cicho i skierowałam się w stronę kuchni, stanęłam przed dużą lodówką i zastanawiałam się co zrobić sobie dobrego na śniadanko...hmm..w końcu wyciągnęłam 2 jajka oraz szynkę którą pokroiłam w kostkę i zrobiłam jajecznicę. Usiadłam przy blacie i zaczęłam ją powoli konsumować. Ciekawe jak to teraz będzie, jeszcze przed lekcją będziemy musiały zgłosić się do dyrektora żeby przydzielił nas do odpowiedniej klasy, mam nadzieję tylko że nie natrafimy na jakiś debili, albo co gorsza puste laleczki. Nienawidzę takich, jedyne co mają w głowie to malowanie się i polowanie na chłopaków, a co gorsza im się to zazwyczaj podoba...
Po zjedzeniu śniadania umyłam po sobie naczynia, i poszłam do góry, skierowałam się do swojej łazienki i wzięłam gorący prysznic. Od razu poczułam jak zaczynam się rozluźniać, uśmiechnęłam się sama do siebie... po skończonej kąpieli wyszykowałam się do szkoły. Zeszłam mozolnym krokiem na dół po drodze biorąc telefon z półki, założyłam swoje ulubione buty i wyszłam z domu zamykając drzwi. Spojrzałam na wyświetlacz i postanowiłam napisać do przyjaciółki.
-Hej gdzie jesteś? :)
Szłam dalej w stronę szkoły, gdy nagle ktoś wskoczył mi na plecy, i to nie ktoś tylko właśnie ona.
-Napisałam do Ciebie- uśmiechnęłam się w jej stronę i wziełam torebkę do drugiej ręki.
-Serio?-wyciągnęła telefon i zerknęła na wyświetlacz- a no faktycznie-zaśmiała się .
-I jak pierwszy dzień w zoologicznym?- zaśmiałam się i zerknęłam na nią.
-A tak wiesz, ujdzie ta praca, ważne jednak że są z tego pieniądze, zobaczymy jak ty sobie będziesz radzić jako florystka-poklepała mnie po ramieniu .
Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym ponieważ zawsze chciałam pracować w kwiaciarni, po prostu uwielbiam kwiaty i potrafie robić śliczne bukiety z nich...

Po 15 min dotarłyśmy na miejsce, no fakt szkoła była spora i nowoczesna. Szłyśmy mijając kolejnych uczniów którzy patrzyli się na nas jak na ufo. No tak jesteśmy nowe- pomyślałam z goryczą. Rozglądałam się żeby zobaczyć gdzie jest sekretariat, ale niestety nie mogłam go znaleźć. Zobaczyłam grupkę jakiś chłopaków stojących nieopodal, chcąc czy nie chcąc podeszłam do nich a konkretnie do jednego z nich.
-Hej, przepraszam chciałam się dowiedzieć gdzie tu jest sekretariat?- zerknęłam na chłopaka.
-Ooooo ktoś się tu zgubił, a co nowe jesteście sierotki?- zerknął na nas z pogardą i spojrzał na swoich towarzyszy którzy wtórowali mu śmiechem.
-Boże co za opryskliwe bachory tu są -mruknęłam do Mariki i odeszłyśmy od nich .
Po chwili podszedł jakiś mężczyzna i zwrócił się do nas- Pani Gomez i Pani Stone?- zerknął uśmiechając się cierpko.
-Tak - odpowiedziałyśmy równo.
-Jestem Richard Montez , i jestem dyrektorem tego liceum, zapraszam do mojego gabinetu, przydzielę was do klasy i powiem co i jak - odparł i szedł przed siebie a my zaraz za nim rozglądając się dookoła.
Zaprowadził nas do swojego gabinetu.
-Żeby nie przedłużać- podał nam kilka kartek-to jest wasz plan lekcji-zerknął- będziecie uczęszczać do klasy 3F- westchnął-może wy sie wybijecie bo ta klasa nie jest za mądra.
Zerknęłyśmy na siebie z Mariką i zaśmiałyśmy się pod nosem, po chwili dało się usłyszeć dzwonek który oznajmiał 1 lekcje.
-Chodźcie za mną, zaprowadzę was do sali- wstał z miejsca i poszedł wzdłuż korytarza a my za nim, wszedł do którejś z sal.
-Pani Verben, proszę na chwilę przerwać lekcje- zwrócił się do nauczycielki, wydaje się że od języka francuskiego.
-Chciałem wam moi drodzy przedstawić nowe wasze koleżanki , które będą chodziły do Was do klasy. To jest Magdalene a to Marika- pokazał na nas dłonią a my? Stałyśmy jak dwa kołki w płocie.
-Mam nadzieje że chociaż wy podniesiecie poziom tej klasy- zwrócił się do nas i wyszedł.
-Dobrze zatem zajmijcie miejsca dziewczyny- zwróciła się do nas nauczycielka.
Od razu rzuciła mi się wolna ławka przy oknie w ostatniej ławce, pociągnęłam przyjaciółkę za sobą i usiadłyśmy tam. Wyciągnełam zeszyt i jakiś długopis, z tego miejsca mogłam się dokładnie przyjrzeć mojej klasie, no tak kilka typowych kujonów, kilka barbie, o lalusie też są. Nagle zauważyłam tego kolesia co zaczepiłam go na korytarzu. No to jest chyba jakiś żart...

Szturchnęłam szatynkę łokciem i pokazałam oczami na tego gościa, kiedy go zauważyła podparła się ręką zirytowana .
Zaśmiałam się co nie uszło uwadze nauczycielki- Panno Gomez zapraszam na środek.
Wstałam znudzona i podeszłam do niej, widziałam tylko kpiący uśmieszek szatyna, wywróciłam oczami i spojrzałam na Panią Verben.
-Opowiedz nam coś o sobie...po francusku- podkreśliła.
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się, zaczęłam płynnie mówić w tym pięknym języku. Dlaczego płynnie? haha to proste, bo ja jestem francuską . Po skończonym monologu zerknęłam na nauczycielkę która była w dużym szoku.
-Siadaj dostajesz szóstkę .
Uśmiechnęłam się i usiadłam do ławki przybijając piątkę z moją sąsiadką.
***

Lekcje minęły szybko i już o 14 szłyśmy do domu, tzn Marika bo mnie jeszcze czekała praca. Westchnęłam cicho i weszłam do kwiaciarni.
-Dzień dobry - zerknęłam na właścicielkę .
-A dzień dobry ty jesteś Magdalene?- uśmiechnęła się a ja potwierdziłam. - no to dzisiaj do 18 i możesz wracać do domu.
***

Wracałam zmęczona do domu, kiedy weszłam przywitałam się z przyjaciółką, i poszłam do siebie, wykąpałam się prawie zasypiajac w wannie. Ocknęłam się i ubrałam jakąś piżame. Rzuciłam się na łóżko. No nie... jeszcze jutro piątek, musze przeżyć z tymi półgłówkami . Kto by pomyślał że trafie do klasy idiotów? Zerknęłam na sufit. Nastawiłam sobie budzik i okryłam miękką kołdrą...





I..... pierwszy rodział za nami :# jak wam się podoba ? Nie zaczyna się za ciekawie no ale zobaczymy jak będzie potem. Jutro następny rozdział do zobaczenia. Buziaczki dla was :*:*:* ;3 <3
ggigig.jpg
Tagi: Rozdział 1
24.11.2015 o godz. 17:54
-To jak bierzemy ten? Zerknęłam na swoją przyjaciółkę, w momencie kiedy oglądałyśmy już 3 dom.
-W sumie, do trzech razy sztuka-zaśmiała się i zwróciła się do właściciela-Bierzemy go Panie Watson.
Mężczyzna uśmiechnął się i pokazał nam papiery domu do podpisania. Po wypełnieniu potrzebnych dokumentów uśmiechnął się i dał nam klucze. - No to witam Was w waszym nowym domu drogie Panie. Zaśmiał się i wsiadł do swojego samochodu, odjeżdżając pomachał nam jeszcze.
-Czy od teraz ten dom jest Nasz?- zerknęłam na Marikę niedowierzając.
-No na to wychodzi- zaśmiała się przytulając mnie...

Weszłyśmy do Naszego salonu.
-Jest idealnie- zerknęła na mnie i rozłożyła się na kanapie.
A ja od razu pognałam do swojego królestwa czyli do kuchni.
-Jej już kocham nasz nowy domek- rozglądałam się po niej i usiadłam na blacie.
-A widziałaś łazienkę??- zawołała mnie, po czym wstałam i poszłam z jej glosem.
-Jej jest idealna- rozejrzałam się dookoła i nie mogłam uwierzyć że od teraz to wszystko jest nasze.
-Nie zapomniałaś o czymś?- zerknęła na mnie, a ja już od razu wiedziałam o co jej chodzi. Zerwałam się z miejsca i pobiegła na górę . Weszłam do ostatniejsypialni po lewej stronie.
-Jest już Mój!!! - zapiszczałam z podziwem i dotknęłam delikatnie pudrowej ściany która idealnie oddawała piękno tego pokoju. Obok dużej białej szafy znajdowały się drzwi, a za nimi kryła się moja osobista łazienka.
-O boże -oparłam się o ściane- tu jest idealnie...moje drugie królestwo- szepnęłam do siebie. Zamknęłam oczy i wczułam się w cudowny delikatny zapach w pomieszczeniu, uwielbiam takie. Ojj...no tak nawet wam się nie przedstawiłam. Mam na imię Magdalene i jak zdążyliście już zauważyć wprowadziłam się do mojego pierwszego własnego domu wraz z moją siostrzyczką Mariką. Dlaczego pierwszy? Bo we dwie przez wiele lat mieszkałyśmy w domu dziecka, i tam właśnie poznałam Marikę, zaprzyjaźniłyśmy się niemal od razu, i czekałyśmy aż skończymy te 18 lat i zamieszkamy same. To że same to nie znaczy że bedziemy robić co będziemy chciały. Od jutra zaczynamy chodzić do pobliskiego liceum w Los Angeles. A żeby utrzymać ten dom umówiłyśmy się że 1 z nas bedzie chodziła do pracy przed szkołą a druga po . Akurat ja wybrałam po bo jestem strasznym śpiochem, i na pewno przekonacie się o tym później. Nagle z zamyśleń wyrwał mnie pisk przyjaciółki. Pędem wbiegłam do jej sypialni.
-Co się stało? -zerknęłam i weszłam za nią do jej łazienki.
-Spójrz na ten kolor- dotknęła szafki i uśmiechnęła się szeroko.
-Tak wiem - jest śliczny- pocałowałam ją w policzek.
-Ale mamy większe zmartwienie- spojrzała na mnie
Zerknęłam na nią pytająco- no szkoła , nowi ludzie, nowa klasa, będziemy tam całkiem obce- westchnęła.
-Oj damy radę - przytuliłam ją i usiadłyśmy na kafelkach zamykając oczy...






I jak PROLOG ? Mam nadzieję że wam się spodobał , rozdziały będę sie starała dodawać regularnie. Buziaczki dla was i dobranoc kochani ;3333 :*:* :)
Selena-Gomez-and-Demi-Lovato-selena-gomez-and-demi-lovato-8431782-405-539.jpg
Tagi: Prolog
23.11.2015 o godz. 21:05
"Przedstawienie Postaci"

Magdalene Gomez18 lat- slodka i wesoła nastolatka. Uczy się w liceum, jest lubiana w szkole, ale jest też uważana za kujonkę ze względu na dobre oceny. Mieszka ze swoją przyjaciółką, ponieważ jej rodzice oddali ją do domu dziecka ale kiedy ukończyła 18 lat wyprowadziła się wraz z przyjaciółką.

Marika Stone 18 lat- najlepsza i zarazem jedyna przyjaciółka Madzi, wychowała się w domu dziecka i tam ją poznała. Jest bardziej rozważna niż jej przyjaciółka, przez co opiekuje się nią często.

Justin Smith 20 lat- szkolny drań, nie interesuje go nic poza nim samym, ale nikt nie wie z jakimi problemami tak na prawdę się zmaga.

Zuza Cyrus 19 lat- dziewczyna Justina, tak samo arogancka jak i on.

Harry Brown 20 lat- Przyjaciel Justina.

Zayn Black 20lat- także przyjaciel Justina oraz Harrego.



Mam nadzieje że póki co postacie się podobają i wkrótce pierwszy rozdział opowiadania. Zapraszam !!!!:)
juzzz.png
22.11.2015 o godz. 18:54
-Miło mi poznać . -uścisnął moją rękę delikatnie i spojrzał na mnie swoimi nie powiem ale ładnymi niebieskimi oczami .- A ja Louis...



-Ładne masz imię - uśmiechnęłam się ,puszczając jego dłoń.
-A dziękuje , ty również - skinął w moją stronę głową nieśmiało , na co tylko się uśmiechnęłam .
Tej całej sytuacji, przyglądał się Alex który zbytnio nie wiedział o co chodzi ,z jego miny chciało mi się dosłownie śmiać .
-To jest mój brat ,Alex - pokazałam ręką na chłopaka .
Blondyn uśmiechnął się i uścisnął dłoń z brunetem .
-Na Wakacje przyjechaliście ?. - zwrócił się do naszej dwójki .
-Nie od dzisiaj mieszkamy tu - brat wyprzedził mnie z wypowiedzią .
-O to fajnie , ja też od dzieciństwa , jest tu pełno fajnych osób i szybko można zawierać znajomości - pokazał na ludzi opalających się na plaży .
-Wydaje się , że jest tu na prawdę okej - uśmiechnęłam się na słowa Louis'a .-Ale na razie , nie znam jeszcze miasta za dobrze .
-Mogę Cię emm..to znaczy Was oprowadzić po Canarii - chłopak spojrzał na Alex'a i czekał na odpowiedź .
-Jasne , chętnie - szturchnęłam bruneta łokciem , na co on się obudził .
-Pewnie , bardzo chętnie - odparł zmieszany .
Miło się rozmawiało dopóki nie podeszło do niego dwóch chłopaków
-Stary ,idziemy ?. -krzyknęli do blondyna .
-Jasne , czekajcie ! - spojrzał na mnie i podał mi rękę-miło było cię poznać Chloé .
Spojrzał na mnie ostatni raz ,i z resztą chłopaków pobiegli w głąb plaży , zorientowałam się że nie mam do niego żadnego kontaktu , ale kiedy odwróciłam się ich już nie było , cicho westchnęłam i spojrzałam na brata , który patrzył na mnie dziwnym złośliwym wzrokiem .
-No co ?. -uniosłam brew i zaczęłam iść przed siebie .
Chłopak nie wypowiedział ani słowa ,ale celowo wbiegł na mnie , tak że zaliczyłam glebę w wodzie .
-Co ty robisz ?! - warknęłam zła a zarazem zdziwiona .
-To tak na otrzeźwienie - zaśmiał się i wyprzedził mnie idąc plażą .
Zmrużyłam oczy , wstałam szybko i pobiegłam za nim wskakując mu na plecy .
Chłopak zaśmiał się i złapał mnie za nogi żebym nie spadła , skierował się w stronę oceanu , i wszedł do niego po kolana idąc dalej .
-Tylko mnie nie utop śmierdzielu - dogryzałam mu .
Wszedł jeszcze głębiej i wrzucił mnie do ciepłej wody , podpłynęłam pod wodą do niego , zdjęłam mu spodenki, wynurzyłam z wody i zaczęłam się głośno śmiać .
Tej sytuacji przyglądali się plażowicze , co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
-No Alex striptiz w wodzie , tego jeszcze nie było . - pokazałam na brata i zaczęłam uciekać bo wiem że to dla mnie skończyło by się źle .
Ale on mnie nie gonił, uniosłam brwi i zauważyłam że rozmawia z jakąś dziewczyną , chyba w jego wieku . Po jego oczach widziałam że jemu się spodobała. Uśmiechnęłam się i sama zaczęłam iść dalej i rozglądałam się dookoła. Było tutaj tak ciepło i pięknie . Usiadłam na piasku i przyglądałam się jak woda uderza o skały , przypomniał mi się nagle ten chłopak hmm a Louis , i tak go pewnie już więcej nie zobaczę ale fajnie było kogoś poznać na przełamanie lodów.
Uśmiechnęłam się do siebie i położyłam na piasku ,zamknęłam oczy i zaczęłam się opalać . Śpiewałam sobie cicho piosenkę której nauczyłam się kiedyś z przyjaciółką .
Tęsknie za nią , ale wiem że kiedy będzie mogła to do mnie przyjedzie i mnie odwiedzi .
Musiałam zostawić tam wszystko co miałam , ale mam nadzieję że tutaj też się szybko zaaklimatyzuje. Śpiewałam głośniej, bo nawet zapomniałam się że jestem na plaży .
-Ładnie śpiewasz - krzyknął jakiś chłopak z wody na co pomachałam mu .
Przygryzłam wargę , wstałam i wbiegłam prosto do wody , zamierzałam się tutaj bawić ! Są wakacje . Tańczyłam w wodzie nie przejmując się niczym . Nagle zaczęli zbierać się ludzie i obserwować mnie ,ale ja nie zwracałam na to uwagi , w pełni oddałam się tańcu .
Nagle zauważyłam że w wśród ludzi stoi też Louis wraz z tymi kolegami . Zamierzałam robić to jeszcze lepiej i tak jak uczyłam się w dzieciństwie pływania synchronicznego , tak wykorzystałam to teraz.
Kiedy skończyłam , jakby nigdy nic wyszłam z wody i poszłam przed siebie . Chciało mi się śmiać na widok min tych wszystkich ludzi. Wycisnęłam wodę z włosów i skierowałam się na chodnik prowadzący do mojego domu .
Szłam powoli ale to co w pewnym momencie zauważyłam ,dosłownie zwaliło mnie z nóg.
Mój brat całował się przed jakimś hotelem z tą dziewczyną poznaną na plaży . Cieszyłam się jego szczęściem , ale czy to nie za wcześnie ?. No ja na przykład bym tak nie zrobiła.
Zaczęło się ściemniać dlatego szybkim krokiem skierowałam się do domu .



Kiedy weszłam do środka , mama siedziała na kanapie z ciocią i oglądały jakiś serial .
-A gdzie masz brata ?- spojrzała na mnie mama .
Chciałam już powiedzieć ,że całuje się z jakąś dziewczyna ,ale stwierdziłam że to jest jego sprawa i jak będzie chciał o tym powiedzieć to sam powie .
-A nie wiem , gdzieś poszedł pewnie - nalałam sobie wody i usiadłam obok nich .
-I jak ?. podoba ci się tutaj ?. - zagadała ciocia Alice
-Tak , jest okej . Mam nadzieję że poznam tu fajnych ludzi - wzięłam łyka zimnej wody.
-Na pewno poznasz - uśmiechnęła się blondynka na co zrobiło mi się lżej .
Spojrzałam na zegarek , okazało się że była to godzina 23.00 ,pożegnałam się z mamą i z ciocią i poszłam do siebie do pokoju .
Weszłam do łazienki , wykąpałam się i ubrałam w piżamę która składała się z krótkich spodenek i bluzki na ramiączka . Położyłam się do łóżka i zgasiłam światło zamykając oczy ...






Od Autorki:I jak ? .Mam nadzieję że się podoba . Dzisiaj prawdopodobnie pojawi się 3 rozdział . Pozdrawiam Cieplutko ;3



ariana-grande-that-grape-juice2.png
Tagi:
26.04.2014 o godz. 14:04
-Mała wstawaj - brat odsłonił okna w moim pokoju , tak że światło słońca rozprzestrzeniło się po całym pokoju . -Już - jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok ziewając . -Wstawaj! - brunet wskoczył na mnie i zaczął skakać po łóżku .-Przestań ! - zwaliłam go z niego , zwlekłam się z łóżka i wolnym krokiem skierowałam się w stronę łazienki , tam wykonałam poranne czynności i zrobiłam delikatny makijaż . Podeszłam do szafy, wybrałam jakieś rzeczy i szybko je ubrałam. Zeszłam na dół po krętych schodach i usiadłam na stole w kuchni, gdzie reszta rodziny jadła śniadanie . -Smacznego - uśmiechnęłam się i wzięłam kawałek chleba do ust . -dziękujemy - mama wstała od stołu i przygotowała wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd . Nadal nie mogłam uwierzyć , że już dzisiaj będę spała i mieszkała w obcym dla mnie miejscu -Zmiana planów dzieciaki - mama wbiegła do kuchni - dom który jest w Acapulco jest już zajęty , ale właściciel wynajął nam dom w Gran Canari . Uniosłam brwi ze zdziwienia , marzyłam żeby wyjechać tam na wakacje , a teraz mam tam mieszkać ?. To wszystko jest jakieś dziwne , ale no nie powiem ucieszyła mnie ta propozycja . Usiadłam w salonie i spojrzałam na to wszystko co widziałam przez te całe 17 lat . Brunet usiadł obok i spojrzał na mnie . -Sis wszystko okej ?. - dotknął mojej ręki . -Przecież tutaj mieszkaliśmy z tatą i mamy sie tak po prostu wyprowadzić ?. Zostawić to ?. A co by powiedział tata jakby żył ? Byłby zawiedziony - spuściłam głowę i otarłam łzy bo wspomnienie o tacie nadal było bolesne i świeże . -Tata będzie z Ciebie dumny - przytulił mnie brat , dodał mi w ten sposób otuchy . Bo my nie jesteśmy jak te rodzeństwa co sie biją i sie nienawidzą . Kochamy się bardzo , ale owszem umiemy sobie dokuczyć nieźle . -Dziekuje Alex , umiesz pocieszyć - uśmiechnęłam się . -Od tego jestem - wstał i poszedł po swoją torbę . Ja zrobiłam to samo , rozejrzałam się jeszcze po pokoju , wszystkie wspomnienia z nim zmieszały się w środku . Westchnęłam cicho i zamknęłam drzwi , zeszłam na dół gdzie czekała juz na mnie mama z kluczami w ręku . -I jak gotowa -spojrzała na mnie . -Nie - potrząsnęłam głową , wsadziłam torbę do bagażnika i wsiadłam do taksówki obok brata , który jak zwykle był pochłonięty pisaniem sms'ów ze swoim kumplem , który jak się okazało mieszka na Canarii . Spojrzałam za okno gdzie mijaliśmy kolejne ulice w Atlancie , zamknęłam na chwilę oczy i wyobraziłam sobie to nowe życie , tam na wyspie Hiszpańskiej .

Oblizałam usta i uśmiechnęłam się do siebie , wyglądałam teraz pewnie jak nienormalna ale nie obchodziło mnie już to.
Widząc że Alex zasnął wzięłam jego telefon i zaczęłam robić mu głupie zdjęcia,które jedno z nich ustawiłam mu na tapetę.
Droga dłużyła się strasznie , nie chciało mi się spać,ale nagle wymyśliłam ! Wyciągnęłam swoją kredkę do oczu z torebki i zaczęłam rysować na twarzy brata serduszka , wąsy , wszystko co przyszło mi do głowy .Na szczęście ma twardy sen , bo w przeciwnym razie byłoby już po mnie .
Po godzinie zatrzymaliśmy się na stacji ,gdzie czekała na nas ciocia.
Podeszłam do niej i pocałowałam w policzek na przywitanie. Po chwili wysiadł mój brat , ale radziłabym mu żeby się schował bo wyglądał jak po imprezie u tatuażystów . Udawałam że nie widzę tego i uśmiechnęłam się do niego starając się wyglądać normalnie , chociaż było to trudne .
-Boże dziecko a co ty masz na twarzy ?! - krzyknęła z przerażeniem ciocia a ja zasłoniłam usta żeby nie wybuchnąć śmiechem .
-A co ?. -brunet przejechał ręką po policzku ,przez co wyglądał jeszcze gorzej.
Blondynka podała mu lusterko, chłopak o mało nie upuścił go widząc siebie w odbiciu , od razu spojrzał na mnie z mordem w oczach , a ja instynktownie cofnęłam się do tyłu gotowa do ucieczki .
-Śmierdzielu mały - zbliżył sie do mnie a ja od razu zaczęłam uciekać , biegając między samochodami i płacząc ze śmiechu .
W końcu mnie dopadł i przejechał swoją brudną ręką po moim policzku .
-Fuuuuuj! - wzięłam chusteczkę i wytarłam sie .
Zauważyłam dwie ładne dziewczyny idące chodnikiem .
-Hej laski ! -udałam męski głos i schowałam się za brata . Dziewczyny obejrzały sie i zaczęły sie śmiać z bruneta pokazując że ma coś na policzku . Zawstydzony chłopak odwrócił się w moją stronę . -Gówniara ! - krzyknął na całą stacje i poszedł się umyć .
-Dzieciaki do samochodu ! - zawołała mama .
Wsiadłam od razu , 15 min musieliśmy czekać na tą fajtłape ,kiedy wsiadł do końca drogi nie odezwał się do mnie ani słowem . Nudziło mi się strasznie ale po 4 godzinach dojechaliśmy na miejsce .
Wysiadłam obolała z samochodu i stanęłam na przeciwko pięknego domu.
-Wow- szepnęłam i podeszłam do drzwi .
Otworzyłam je i obejrzałam dom dookoła , był on elegancko ale nowocześnie urządzony . Bardzo mi się spodobał .
Pobiegłam na górę i podeszłam do drzwi które na drzwiach miały przyczepioną tabliczke z moim imieniem .
To co zobaczyłam kompletnie odjęło mi mowę , pokój był piękny i idealnie trafiony w mój gust . Usiadłam na wygodnym łóżku i obejrzałam wszystko z ciekawości .
Wyszłam na balkon którego widok był akurat na ocean . Byłam zachwycona i rozmarzona spojrzałam na ludzi spędzających tu wakacje .
Poszłam do pokoju brata , gdzie brunet przeglądał już szafki i cieszył sie jak małe dziecko .
-Chodź na spacer - pociągnęłam go za rękę .
Chłopak bez oporu zgodził się ...



Szliśmy powoli brzegiem oceanu po plaży jedząc lody i ciesząc sie jak małe dzieci .
Nagle nie zauważyłam biegnącego z naprzeciwka chłopaka i wpadł na mnie upadając obok . Wstałam szybko i otrzepałam się . Podałam chłopakowi rękę którą szybko złapał i wstał , słodko się zawstydził i spuścił głowę .
-Przepraszam ,nie zauważyłem cie , i nie chciałem na ciebie wpaść - zaczął się tłumaczyć.
-Nie no jest okej , nic się nie stało - uśmiechnęłam się i podałam mu ręke - Jestem Chloé .
-Miło mi poznać . -uścisnął moją rękę delikatnie i spojrzał na mnie swoimi nie powiem ale ładnymi niebieskimi oczami .- A ja Louis...






Jest jest jest ! pierwszy rozdział za nami ;)













aria.png
Tagi:
22.04.2014 o godz. 18:08
-Już jestem ! - krzyknęła rudowłosa dziewczyna wchodząc do pięknie urządzonego domu na przedmieściu . Zdjęła baleriny ze swoich szczupłych i zgrabnych nóg i skierowała się w stronę kuchni . Tam zastała kobietę w wieku 35 lat . -Hej mamo - pocałowała ją w policzek i usiadła obok niej przy stole na którym stały przyrządzone już naleśniki . -Wyglądają pięknie - szepnęła , patrząc rezolutnie na mamę z pod długich i gęstych rzęs . -Cieszę się , i jeszcze lepiej smakują - brunetka nałożyła dziewczynie jednego na talerz i polała sosem klonowym . To była ich tradycja mieszkając w Kanadzie , często jedli różne dania z tą polewą . -Dziękuje - uśmiechnęła się brązowooka i wzięła sztućce do ręki . Przekroiła kawałek nakładając na widelec i wzięła go do ust.Smak był nieziemski i tak jak twierdzili ich sąsiedzi , pani Rivera, mama Chloé robi najlepsze naleśniki w całym mieście , dużo osób ją za to ceni , gdyż jest na prawdę miłą i sympatyczną kobietą i wielkim sercu , tak jak jej córka . -Jak zawsze pyszne - uśmiechnęła się dziewczyna i włożyła pusty talerz do zmywarki . -Kiedy tata przyjeżdża z Niemiec ?. -Powinien być jutro rano o ile się nie mylę - odpowiedziała Roksana i udała się do salonu . Rudowłosa stała tak przez chwile , ale w końcu udała się do matki .
W telewizji zaczęli puszczać wiadomości i jakimś wypadku samochodowym który miał miejsce przy granicy Niemieckiej .
Nastolatka zmrużyła oczy i zaczepiła mamę łokciem .
-To nie są numery rejestracyjne taty ?. -potrząsnęła niedowierzanie głową .
-No co ty mówisz ! Nawet tak nie myśl to nie możliwe -uspokajała ją kobieta , ale dziewczyna miała coraz większe wątpliwości , ponieważ dobrze znała ten samochód który przyjeżdżał pod ten dom , co miesiąc od 6 lat .
Po chwili na cały dom rozległ się dźwięk telefonu . Chloé chciała odebrać ale brunetka wyprzedziła ją i wyszła z pokoju .
Po 15 min . wróciła cała blada, patrząc ze łzami w oczach na córkę .
-To tata - usiadła powoli i ociężale w fotelu .
Nagle wszystko pękło jak bańka mydlana , brązowooka wstała i pobiegła do swojego pokoju zanosząc się płaczem , zamknęła drzwi na klucz , ponieważ nie chciała nikogo widzieć na oczy w tej chwili .
Jak tata mógł ją zostawić , przecież obiecywał jej że wróci , że będą razem szczęśliwi , oni razem we czwórkę .
We czwórkę , ponieważ dziewczyna ma jeszcze starszego brata o 2 lata . Usiadła cicho na podłodze ,wzięła do ręki wspólne zdjęcie i zaniosła się płaczem .
Zamknęła oczy , przez który cały czas ciekły łzy , nagle poczuła że ktoś bierze ją w swoje ramiona .
-Ej nie płacz mała - brat przytulił ją mocniej do piersi i pocałował w czoło . -Jakoś się ułoży , nie zostawię cię , będę się tobą i mamą opiekował , zawsze - otarł dziewczynie łzy .
-Dziękuje Alex , kocham cię braciszku - wtuliła się w niego mocno i wzięła głęboki oddech .
-Ja Ciebie tez siostrzyczko - uśmiechnął się blado nie puszczając jej z uścisku.



Dnia 28 czerwca odbył się pogrzeb Jay'a Rivera
Nastolatka cały czas tuliła sie do brata , kochała go i wiedziała że zawsze jej pomoże , zawszy był przy niej , rozumiał ją i wspierał .
Po uroczystości , dziewczyna została jeszcze na cmentarzu , usiadła obok grogu , w którym złożono jej ojca .
-Żegnaj tato , bardzo cie kocham - szepnęła ocierając ostatnie łzy lecące po jej policzkach.
Położyła czerwoną róże wśród innych , pięknych kwiatów i ruszyła ścieżką prowadzącą do jej domu .
Usiadła na schodach przy drzwiach , i podkuliła nogi , zaraz potem pojawił się przy niej Alex oraz jej mama .
Przytuliła córkę czule i siedzieli w ciszy patrząc jak wiatr porusza liśćmi rosnącymi na drzewach wokół ich domu .
-Postanowiliśmy z Alex'em że ..-kobieta wzięła głęboki oddech .
-Że się wyprowadzimy - dokończył za nią syn i spuści głowę.
Nastolatka spojrzała się na nich , miała tutaj przecież znajomych , chodziła tu do szkoły , tutaj spędziła dzieciństwo i ma się tak nagle wyprowadzić ?.
-Tak będzie lepiej - usiadł koło niej brat .
-Spakuj sie ,bo wyjeżdżamy jutro - kobieta pocałowała ją w policzek i weszła do domu .
-No dobrze , a dokąd się wyprowadzamy ?. Spojrzała na bruneta.
-Zamieszkamy w Acapulco ... CDN .







Alex Rivera -starszy brat Chloè , kocha ją bardzo i obiecał że zawsze będzie się troszczył o swoją małą siostrzyczkę .


Zapraszam też na mojego aska na którym można zadawać pytania dotyczące bloga ,ale i nie tylko : http://ask.fm/BelieveLove6







bloooob.jpg
Tagi: prolog ♥
22.04.2014 o godz. 13:50
Ze względu na to że nie dam rady dokończyć tej historii , zapraszam na nowe opowiadanie ,na którego mam ogromną wenę ;))) .
http://www.youtube.com/watch?v=7ntLd7mZ39Q
Tagi: nowy
22.04.2014 o godz. 11:51
W tym momencie chłopak zrobił coś czego bym się nie spodziewała po nim . On musnął moje usta , chcąc pogłębić pocałunek...
Byłam w szoku ...CDN


Od razu się odsunęłam i wytarłam usta rękawem .
-Co ty robisz do cholery ? - warknęłam w jego stronę .
-Nic , całuje świetną niunie - uśmiechnął się wrednie .
A ja myślałam że od tego uśmiechu zwrócę śniadanie .
-Nie dotykaj mnie idioto - odepchnęłam go .
-Bo co ?. - przybliżył się znowu .
-Bo Justin się o tym dowie - syknęłam z nienawiścią .
Chłopak zaśmiał się jeszcze bardziej , i oblizał swoje usta.
-Akurat ja się go nie boje mała - klasnął w ręce .
-Odpierdol się - syknęłam wściekła.
Zeszłam na dół i wróciłam do salonu, do chłopaków. Każdy z nich się na mnie spojżał i równocześnie spytali :
-Gdzie jest Brian ? .
Usiadłam na swoim wcześniejszym miejscu bez słowa.
-Nie wiem ,a co ? . -skłamałam na poczekaniu.
Justin spojrzał na mnie podejrzliwie ,ale już po chwili wszystko było dobrze.
Złapał mnie za dłoń , i położył ją na swojej nodze, uśmiechnęłam się blado .
Modliłam się żeby tylko nie wyczuł nic podejrzanego .
-Gdzie byłaś ?. -szepnął mi do ucha przez co przeszły mnie ciarki .
-Poszłam zobaczyć czy Drew śpi .
-No dobrze- pocałował mnie w czoło.
Po chwili po schodach zszedł Brian .
Uśmiechnął się w moją stronę ,a ja zrobiłam taką minę jakbym miała go zabić .
Usiadł obok mnie ,musiałam to znieść bo gdybym się przesiadła to byłyby podejrzenia .
-Jesteś świetnym kumplem - przybił z nim piątkę Just.
"Jak cholera" -szepnęłam w myślach.(...)
(..) Po paru godzinach na szczęście poszedł do domu .
Do tamtej pory nie wypowiedziałam ani słowa.
-Na pewno wszystko okej ?. - spytał szatyn troskliwie .
-Tak , jasne - spuściłam głowę .
-Kochanie ....- westchnął.
-Jest dobrze , na prawdę - uśmiechnęłam się .
-Chodź zjemy coś - wstał i podał mi rękę .
Podeszłam do blatu i usiadłam przy nim .Miałam cichą nadzieję że już nigdy tego gnoja nie zobaczę na oczy. Był obrzydliwy , dobrze wiedząc że jestem z Justinem .
Nie wiem co mam zrobić , powiedzieć mu to ?. Eh..nie wiem co się ze mną dzieje ale, odkąd wiecej czasu spędzamy z Brianem , on zaczyna mi się podobać ?. nie! dziewczyno ogarnij się , masz chłopaka i dziecko . On nie może mi się podobać , to jest chore i nieodpowiedzialne , muszę o nim jak najszybciej zapomnieć .
-Co tak myślisz ?. - szepnął mi do ucha szatyn.
-A tak jakoś , w sumie to sama nie wiem -wzruszam ramionami.
-Tak, tak kotku - przytulił mnie do siebie .
Z żalem spuściłam głowę .
-Idę zobaczyć czy Drew śpi - pobiegłam do góry , do pokoju małego .
Usiadłam na fotelu , otuliłam kocem i patrzyłam jak spokojnie śpi . Uśmiechnęłam się i także zamknęłam oczy . To nie może się nigdy wydać ...





Przepraszam , przepraszam , przepraszam baardzo was przepraszam , że nie dodawałam rozdziałów , ale miałam lekkie załamanie nerwowe , rodzina , szkoła , przyjaciele, chłopak. Musiałam to wszystko ogarnąć dlatego zawiesiłam bloga . Mam nadzieję że wybaczycie mi tą niezapowiedzianą nieobecność . Jest mi strasznie głupio że czekaliście , a ja nie dodawałam rozdziałów . :(((( . Bardzo przepraszam . :*** .
Jutro pojawi się nowy , dzisiaj jest taki krótki bo w listopadzie go zaczęłam i teraz musiałam jakoś dokończyć . Jutro będzie już lepiej obiecuje :**
Kochaaam Was , i dziękuje tym co zostali , i czekali na mnie przez te misiące < 33.
eh..ale chyba go usunę , bo jestem już hejtowana , możecie podziękować koleżance : wampir123088
Przepraszam , obiecuje że postaram się nadrobić wszystko ;ccccc







serce-na-dłoni.jpg
15.04.2014 o godz. 14:27
Rozdział Ten Dedykuje Użytkowniczce : Ewelina12 . Kocham Cię Słonko :*

W nocy usłyszeliśmy płacz Drew'a .
-Justin .. - jęknęłam zaspana .
-Cii śpij skarbie ja pójdę - pocałował mnie w czoło , i wstał z łóżka .
-Dziękuje .. - uśmiechnęłam się przez sen .
Po 15 min . wrócił z powrotem .
-No i już . Śpi jak aniołek . - wtulił mnie w siebie a ja położyłam głowę na jego torsie .

*


Następnego dnia znowu obudziłam się ostatnia .
Przeciągnęłam się i pognałam do łazienki .
Tam zrobiłam poranne czynności , i ubrałam jakieś rzeczy , zbiegłam na dół , do kuchni uważając jak stawiam kroki .
-Cześć , smacznego - uśmiechnęłam się .
-Hej dzięki - odparł Fredo .
-A gdzie Justin ??? . - spytałam .
-Siedzi z małym w salonie - odp. Taylor .
I faktycznie tak było , szatyn siedział z maluszkiem .
-Hej Skarby - małego pocałowałam w główkę , a Justina w usta .
-No hej mamusiu - odwzajemnił pocałunek .
-I co oglądacie ?? . - usiadłam koło nich .
-A jakiś mecz. - zaśmiał się .
-Aaaa no to ciekawie - odparłam z sarkazmem .
-A właśnie , dzisiaj przychodzi do nas Brian , nie wiem czy go pamiętasz ?? .
A jak ja mogę nie pamiętać kolesia , który patrzy się na mnie jakbym była jakimś UFO ?? .
-Jasne że pamiętam - uśmiechnęłam się .
-No , to zaprosiłem go dzisiaj na jointa i jakieś piwko - przytulił Drew'a bardziej do siebie .
-No okej . - oparłam głowę o jego ramię .
A tak właściwie , to nie powiedziałam wam że w nocy dzwoniła do mnie mama i przepraszała mnie za zachowanie taty . Tłumaczyła że on był zdenerwowany i nie wiedział co mówi .
No ale jakby nie chcial to by tego nie powiedział nie ??. Z mamą staram się mieć dobry kontakt . Bo to przecież ona mnie urodziła . Ojciec ehh szkoda słów , ale nie mówmy o tym .

10 godzin później *


Nagle rozległ się dzwonek do drzwi . To ten cały Brian .
Ja nie będę otwierać mu drzwi , dlatego zrobił to któryś z chłopaków .
-Cześć Stary - przybili sobie piątkę .
-Cześć Ash - pocałował ją w policzek .
-I Hej Van ...- stanął koło mnie z dystansem i podał mi rękę .
Trochę zdziwiła mnie jego reakcja , no bo z resztą przywitał się tak po przyjacielsku , a mnie to tak formalnie .
Naprawdę jestem aż tak dziwna , że wszyscy mnie traktują na dystans ?? .
-To co każdemu po ? . - spytał Jaden .
-Jasne czemu nie - odparli wszyscy zgodnie .
Podał każdemu po Joincie .
-Kochanie chcesz też ?? . - spytał mnie szatyn .
-Tak , ale na dwoje - uśmiechnęłam się .
I tak też zrobiliśmy , Justin zaciągnął się i wypuścił dym w moje usta .
Po godzinie byliśmy już nieźle zjarani .
Ale ja potrafiłam jeszcze trzeźwo myśleć .
Dlatego poszłam zobaczyć , czy Drew cały czas śpi .
I spał , jak aniołek .
Uśmiechnęłam się , i pogłaskałam malucha po główce .
Kiedy miałam już kierować się w stronę schodów ktoś pociągnął mnie za ręke i przycisnął do ściany .
Tym kimś okazał się Brian .
-Czego chcesz ?? . - mruknęłam zła .
-Vanessa , ale ty wiesz że mi się podobasz ?? . - mruknął już lekko podpity .
-Weź się człowieku lecz , i zejdź mi z drogi . - próbowałam przejść , ale on mi zatarasował drogę .
W tym momencie chłopak zrobił coś czego bym się nie spodziewała po nim . On musnął moje usta , chcąc pogłębić pocałunek...
Byłam w szoku ...CDN.



Vanessa-Hudgens-Amber-Lounge-Fashion-Show-2012-flowerdrop-30997396-529-600.jpg
02.11.2013 o godz. 17:06
Tak też zrobiłam , w salonie zobaczyłam ...
-Mama ?? Tata ?? ...CDN .


-Witaj Córeczko - odparli z uśmiechem .
-Co wy tu robicie ?? . - usidłam na kanapie .
-No postanowiliśmy cię odwiedzić . - zaśmiał się tata .
-Odwiedzić ?? . Mnie ?? . Po Co ?? . - zdziwiłam się .
-No jak to po co . Jesteś naszym dzieckiem , to chyba możemy cię odwiedzić nie ?? . - spytała mama .
-Ja jestem waszym dzieckiem?? . - parsknęłam .
-Vanessa , co się z tobą dzieje ?? . - uniosła głos moja rodzicielka .
-Ze mną ?? . To chyba ja powinnam się zapytać , co jest nie tak z wami ! . - wstałam z miejsca .
-Młoda Damo , masz się tak nie odzywać do swojej matki - warknął ojciec .
-Jestem pełnoletnia , więc mogę robić co chcę . - odparłam.
-Pełnoletnia , to może ty i jesteś , ale za to głupia .
-Głupia ?? . Po cholerę tutaj przychodziliście ?? . Skoro macie mnie w dupie od ponad roku !! . - nerwy mi puściły .
-Vanessa , co się z tobą dzieje ! . Nie poznaje cię dziecko !! .
-Ja nie jestem już waszym dzieckiem .Nie jestem już tą samą grzeczną Vanessą, jaką byłam . Nic o mnie nie wiedziecie . - starałam się nie rozpłakać .
-Co ty mówisz !! . Ja wiedziałem że z tym chłopakiem to ty daleko nie zajdziesz . To przez niego się tak zmieniłaś , on ma na ciebie zły wpływ ! . - syknął ojciec .
-Nie mieszaj go do tego . !! . - broniłam szatyna .
-Zabraniam Ci się z nim spotykać rozumiesz !! .
-Nie ! . Nie będziesz mi rozkazywać !! . - krzyknęłam wściekła .
-Będę , bo jesteś moją córką ! .
-Tak ? . A co zrobisz , jak ci powiem że mam z ni... - już miałam dokończyć , ale przerwał mi szatyn który wszedł
do salonu .
-Przepraszam że przeszkadzam , ale Van , Drew jest chyba głodny . - odparł uprzejmie , trzymając małego na rękach .
-Drew ?? . Kto to Drew ?? . - zdziwili się moi rodzice .
Aaaaa no tak , nie powiedziałam im że mam z Justinem dziecko . Ehhh jaaaka szkoooda (wyczuwacie ten sarkazm ??).
Jakoś nie było okazji .
-Drew to mój syn . - odpowiedziałam jakby nigdy nic .
-Syn ?? . Vanessa , tylko mi nie mów że masz dziecko z tym ,z tym skurwielem . - ojciec wstał z miejsca .
-On nie jest skurwielem ! . Tylko ojcem mojego dziecka . A jeżeli coś wam się nie podoba to już nie mój problem - wzięłam od szatyna malucha .
-Kurwa Mać , gówno mnie to obchodzi , boże dlaczego musiałaś być taką dziwką , żeby iść z tym gnojem do łóżka !! . - ojciec podszedł do mnie .
Czy on , czy on właśnie nazwał mnie dziwką ?? . Mój własny ojciec , który mnie wychowywał nazwał mnie dziwką .
Nie chce go znać , jest dla mnie nikim .
-Ben ! . Przestań ! . Przecież to twoja córka . - mama stanęła w mojej obronie .
-Oj uspokój się Mario , chce żyć z tymi łajdakami to proszę bardzo ! . Nam nic do tego . Zapomnijmy w ogóle że mam córkę , a wnuka , o ile można go nazwać wnukiem , nie chcemy widzieć na oczy . !! . - wziął moją mamę za rękę i pociągnął w stronę drzwi .
-Mamo !! . - rozpłakałam się .
Kobieta podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła .
-Kocham Cię dziecko , zawsze jesteś i będziesz moją córeczką , nie mam ci tego za złe . Pamiętaj że bardzo cię kocham . - pocałowała mnie w czoło .
-Ja Ciebie też kocham Mamo . - wtuliłam się w nią - i przepraszam , za to że nie byłam dobrą córką .
-Nie przepraszaj mnie kochanie , i nie mów że nie byłaś dobrą córką , bo nadal jesteś moim małym skarbkiem .
-Idziemy stąd Mario , to dla nas obca dziewczyna . !! - szarpnął moją mamę i wyszli z domu .
A ja najnormalniej w świecie się rozpłakałam .
Justin usiadł koło mnie i mocno do siebie przytulił.
-Zostaw mnie ! . Nawet nie próbuj mnie dotykać ! . - wyrwałam się z jego objęć .
-Ale kochanie ...
- Nie mów do mnie kochanie ! . Daj mi spokój .
-Ale ja chcę ci pomóc . - dotknął mojej ręki .
-A ja nie chce twojej pomocy rozumiesz !! . Masz mi dać spokój . - uderzyłam go .
-Skarbie ...- westchnął .
-Ashley weź stąd dziecko - mruknęłam do przyjaciółki .
Ta posłusznie go wzięła i poszła z nim do kuchni .
-Skarbie , Kocham Cię .. - próbował mnie objąć , ale skutecznie tego uniknęłam .
-Nie dotykaj mnie kurwa rozumiesz !! . Nienawidzę Cię ! . To wszystko twoja wina .!! . Boże dlaczego to mnie Bóg tak ukarał tobą ! . - nie zdawałam sobie sprawy z tego co mówię.
-Rodzice , a zwłaszcza mój ojciec miał racje , jestem dziwką bo przespałam się z tobą ! . Jesteś potworem .! .
Spojrzałam w jego oczy które wypełniły się łzami .
Ale w tym momencie mnie to nie obchodziło , po prostu wzięłam bluzę i wybiegłam na dwór .
Skierowałam się w stronę Central Parku , i usiadłam tak gdzie zwykle .
Chłodny wiatr rozwiał moje włosy na wszystkie strony . Siedziałam tak i myślałam , myślałam nad tym co robiłam .
To co powiedziałam Justinowi , zachowałam się gorzej niż zimna suka . Ja go tak cholernie kocham , a powiedziałam mu takie rzeczy . Które były kłamstwem . Co się ze mna do cholery dzieje !! . To ja jestem potworem , to ja jestem wszystkiemu winna . Jeszcze ten ojciec , kurwa , nie jestem jego córką ?? . Dobrze mogę żyć bez ojca , proszę bardzo , mam mamę która mi wybaczyła i która mnie kocha .
Ale Justin ... jak ja mogłam tak powiedzieć !!! .
Jestem suką , dziwką , kurwą , pizdą , szmatą . Wszystkim co najgorsze .
Jak on się musiał poczuć , kiedy aż miał łzy w oczach . Jak jego to musiało zaboleć , ja go doprowadziłam do takiego stanu . To ja go tak zraniłam . Wcale nie chciałam tak powiedzieć , to było w złości . Wcale tak nie myśle . Nie wiem czemu to powiedziałam , tak bardzo chciałabym cofnąć czas , żeby taka sytuacja nie miała miejsca , ale niestety to niemożliwe .Musze go przeprosić , muszę to naprawić . Bo nie chcę go stracić , jest dla mnie wszystkim .
Siedziałam w parku aż do wieczora , kiedy się ściemniło postanowiłam wrócić do domu .
Powoli weszłam do środka , w całym domu było ciemno i cicho.
Weszłam do góry i poszłam do pokoju Drew'a .
Był już umyty i najwidoczniej spał .
Podeszłam do łóżeczka i pocałowałam go w główkę .
Następnie skierowałam się do sypialni .
Kiedy już miałam pociągnąć za klamkę , poczułam w żołądku nieprzyjemny skurcz.
Wzięłam kilka głębszych oddechów i drżącą ręką pociągnęłam za klamkę .
To co zobaczyłam w środku dosłownie złamało mi serce .
Justin siedział na łóżku , i wpatrywał się w nasze zdjęcie .
Kiedy usłyszał moje kroki , podniósł głowę i spojrzał na mnie ,
Stanęłam przed nim , a następnie usiadłam koło niego .
-Justin ... - głos zaczął mi drżeć.
Chłopak najwidoczniej nie chciał mnie słuchać , ponieważ stanął przed oknem tyłem do mnie .
Wiedziałam że jest bardzo zraniony tym co powiedziałam .
-Justin ... przepraszam - stanęłam za nim .
-Przepraszam że jestem taką suką . Wiem że cię bardzo zraniłam . Ja wcale tak nie myślę . Powiedziałam to w złości . Jesteś najważniejszą dla mnie osobą w życiu - rozpłakałam się .
-Jestem Potworem .. - szepnął .
-Nie Justin , nie jesteś ! . To ja jestem potworem . Tak strasznie cię przepraszam . Kocham Cię Justin . Proszę wybacz mi .- załkałam i wtuliłam się w jego plecy .
Przez parę minut szatyn stał nieruchomo .
W końcu odwrócił się do mnie przodem i przytulił .
-Kocham Cię . Oczywiście że ci wybaczam - pocałował mnie w czoło .
Ale mnie było mało .
-Justin ... - podniosłam głowę i wpiłam się w jego usta .
Chłopak od razu zaczął odwzajemniać pocałunki .
Złapał mnie za biodra , tak że oplotłam go w pasie .
Skierował się w stronę łóżka , na które bezwładnie opadłam.
Chłopak ułożył się nade mną .
Zaczął składać pocałunki na mojej szyi .
Włożyłam ręce pod jego bluzkę i zwinnie ją ściągnęłam .
Chłopak poszedł moim śladem i ja także nie miałam już bluzki .
Szatyn ściągnął dolną część mojej garderoby , tak że leżałam teraz pod nim w samej bieliźnie .
-I co teraz ?? . - zadziornie się uśmiechnął .
Już miałam odpowiedzieć , kiedy usłyszeliśmy płacz dziecka .
-Teraz , to idź tatuśku po dziecko - zaśmiałam się a szatyn mi wtórował ...









I jak podoba się rozdział ?. :)) .
Mam nadzieję że tak , chcecie żebym napisała dzisiaj kolejny rozdział ?? .
Piszcie w komentarzach ;* .
Pozdrawiam Cieplutko i Kocham Was < 3 .



tumblr_mt2fvyuh331rnngzao1_1280__oPt.jpg
02.11.2013 o godz. 13:38
Kiedy zobaczyłam kto stoi za drzwiami , miałam ochotę coś rozpierdolić .
-Carter ...?!! . CDN.


-Witaj Vanesso - przywitał mnie jak zwykle obrzydliwie uprzejmym głosem .
-Czego chcesz ?? . - syknęłam w jego stronę .
-Od kiedy jesteśmy na "ty" ? . - zdziwił się .
-Pff... weź spierdalaj dobra ?? . - chciałam zamknąć drzwi , ale ten gnojek mi to uniemożliwił .
-Wynoś się ! . - podniosłam ton swojego głosu .
-Skarbie ...- zaczął ale ja mu przerwałam .
-Nie mów do mnie skarbie pojebie - wkurwiłam się ,
-Nie przyszedłem do Ciebie , wiec się odsuń maleńka - popchnął mnie na ścianę , a sam wszedł wgłąb domu , do salonu .
-No cześć stary . - podszedł do mojego chłopaka , który na widok swojego byłego szefa nie był zbyt zadowolony .
-Co ty tu robisz do cholery ?? . - podszedł do niego .
-No cóż widzę że mnie nie posłuchałeś , i co ten dzieciak jednak się urodził ?? . - przyjrzał się naszemu dziecku .
-Gówno cię to obchodzi . - szatyn popchnął go w stronę drzwi . Ale Peter nic sobie z tego nie robił .
-No to pokaż mi tego twojego syna . - podszedł do Ashley która miała naszego małego na rękach .
Automatycznie cofnęła się w stronę Tay'a .
-Ej no , ja jestem prawie jak członek rodziny . - brunet zaśmiał się .
-Możesz stąd wyjść ?? . - wtrąciłam sie do rozmowy .
-A ty się nie wtrącaj suko . - warknął na mnie .
-Weź się kurwa tak nie odzywaj do mojej dziewczyny . - Justin od razu stanął w mojej obronie .
Mężczyzna zakpił z nas , i podszedł do Ashley .
-No daj mi go . - próbował wyrwać dziecko , z jej rąk .
-Nie ! . -dziewczyna chciała jakoś go wyminąć , ale niestety nie miała jak .
-Nie ?? . Hahahaahah to gwarantuje wam , że wy - wskazał na mnie i na Justina . - nie nacieszycie się tym dzieckiem zbyt długo .
-Że co ?? .! . Co ty gadasz ?? . ! - łzy napłynęły mi do oczu .
-To co słyszałaś słonko . - podszedł do mnie i złapał mnie w pasie .
-Nie dotykaj jej ! . - szatyn podbiegł do nas i siłą odepchnął go odemnie .
Brunet upadł na podłogę , Just korzystając z okazji rzucił się na niego i zaczął go bić .
-Skarbie idź z dzieckiem do góry - Taylor zwrócił się do blondynki .
Ona posłuchała go od razu i pobiegła z Drew'em do góry .
Justin nie odpuszczał Carter'owi .
Zaczął go kopać w brzuch , przeraziłam się trochę , ponieważ brunet zaczął już krwawić .
-Justin , przestań - złapałam chłopaka za rękę i próbowałam go odciągnąć .
Ale to nic nie dało , chłopak nawet nie drgnął .
-Justin błagam !! .
-Żebym cie więcej nie widział gnoju . - szatyn wyrzucił go za drzwi .
-Justin - podbiegłam do chłopaka i się w niego wtuliłam .
-Już dobrze kochanie , nie płacz . - pocałował mnie w czoło.
-Boję się o Drew'a . - załkałam .
-Nie masz się czego bać kochanie , nic mu się nie stanie . - chłopak zaczął mnie uspokajać .
-Mam nadzieję . - otarłam łzy .
Wraz z Justinem poszliśmy do góry , do pokoju dziecka .
-Dziękuje - zwróciłam sie do przyjaciółki.
-Nie ma za co skarbie - pocałowała mnie w policzek i zeszła na dół .
-Kocham Cię - zwróciłam się do swojego synka .
-Nie pozwolę cię nigdy skrzywdzić - podszedł do nas szatyn.
-Ehh... To co kąpiemy go ?? . - spytałam chłopaka .
-Pewnie że tak , chodźmy - wziął go odemnie i poszedł do łazienki .
Wzięłam jeszcze potrzebne rzeczy i poszłam za nim .
Wlałam wody do wanienki .
W tym czasie Justin rozebrał malucha .
-Okej , dasz radę ?? . - spojrzałam na niego .
-Tak chyba tak - wziął głęboki oddech i powoli zanurzył dziecko w ciepłej wodzie .
-Delikatnie ...- pogłaskałam dziecko po głowie .
Wzięłam trochę żelu do mycia dla niemowląt i zaczęłam być dziecko .
-Ale jesteśmy zgrani co ?? . - zaśmiał się szatyn .
-A no tak tatku , jesteśmy bardzo zgrani . - wtórowałam mu.
Kiedy mały był już umyty , posmarowaliśmy go kremem i ubrałam mu śpioszki .
Szatyn zadowolony wziął go na ręce .
-Mmm.. zgrana z nas para kicia - musnął w moje usta .
-Wiadomo .
-Dobra , idziemy spać mały - poszliśmy do pokoju Drew'a .
Usiadłam na fotelu , a chłopak podał mi dziecko .
Odsłoniłam swoją pierś , chłopczyk od razu zaczął ssać .
-Zmęczona jestem - ziewnęłam nagle .
- Ja go uśpię , a ty się umyjesz . - zaproponował .
-No okej . - posłałam mu buziaka .
Kiedy już się najadł , podałam go chłopakowi , a sama poszłam wziąć prysznic .
Po skończonej czynności ubrałam jakąś piżamkę poszłam zobaczyć jak idzie Justinowi . .
Kiedy weszłam do środka , zauważyłam że szatyn zasnął z małym na rękach .
Wyglądało to tak słodko .
Oparłam się o framugę drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie .
Chcąc nie chcąc musiałam go obudzić .
-Justin wstawaj .- uklęknęłam koło niego .
-C-co się stało ?? . - szepnął rozkojarzony .
-Zanieś małego do łóżka i sam chodź spać . - poczochrałam mu włosy .
Chłopak zrobił to co mu powiedziałam , i zaraz potem poszedł do łazienki .
Po 15 min . wyszedł już umyty.
-No chodź już . - wołałam go spod kołdry .
-Już lecę . - po chwili był już koło mnie .
-Mmm idziemy lulu . - przytulił mnie do siebie .
-Dobranoc Kocie - wpiłam się w jego usta.
Chłopak pogłębił pocałunek , przyciągając mnie do siebie jeszcze bardziej .
-Just..in wystarczy - przerwałam pocałunek .
-Ale ja się dopiero rozkręcam - poruszał brwiami .
-O boże ! . - zaczęłam się śmiać .
Chłopak zatkał mi usta ręką .
-Cii.. bo obudzisz małego .
-Dobra Branoc - wtuliłam się w niego .
-Śpij spokojnie mała - pocałował mnie w czoło .
Drew budził się w nocy tylko dwa razy , więc mało wiele się wyspaliśmy .

*


Rano obudziłam się ostatnia , dlatego szybko poszłam do łazienki się ogarnąć .
Postanowiłam się dzisiaj nie stroić .
Ubrałam dresy , i zeszłam na dół .
W kuchni siedzieli już wszyscy .
Justin trzymał na rękach Drew'a .
-Masz gościa - zwrócił się do mnie .
-Kogo ?? . - zdziwiłam się .
-Zobacz , są w salonie - odparł .
Tak też zrobiłam , w salonie zobaczyłam ...
-Mama ?? Tata ?? ...CDN .








I jak podoba wam się rozdział ?? .
Ciekawe co Carter wymyśli .:)
Vanessa-Hudgens-217.jpg
26.10.2013 o godz. 20:39
3 Dni Później *


Po 3 dniach wróciliśmy do domu .
Justin nie odstępuje małego na krok .
Jest nim oczarowany .
Hahahah z resztą nie dziwię się .
Kiedy dojechaliśmy do właściwego miejsca ,
Szatyn wyciągnął Drew'a z samochodu i poszliśmy do domu .
Tam czekali na nas pozostali .
-W końcu jesteście! . - pierwsza podbiegła do nas Ashley .
-Tak , nareszcie - zaśmiałam się .
-No to pokażcie mi to maleństwo - zwróciła się do szatyna.
Chłopak wyciągnął malucha z fotelika , i podał blondynce , która go ostrożnie wzięła .
-Bożee ! . Jaki on słodki , ma oczy po Justinie , i ogólnie jest podobny do Justina . - zaśmiała się .
-Dzięki - wywróciłam oczami .
-Oj no wiesz o co mi chodzi skarbie - poklepała mnie po ramieniu .
-Tak , tak - machnęłam ręką .
-O ja Justin , no to teraz będziesz , uhuhu tatusiem - podeszli chłopacy .
-A no tak , ale bardzo się z tego cieszę - przytulił mnie .
-Nie no , ja nadal nie mogę w to uwierzyć - Twist złapał się za głowę .
-Hhahaha no to uwierz - odparłam .
-A myślałem , że to ja będę pierwszy - odezwał się Taylor.
-No tak , ale chyba Ash na razie nie planuje zajść w ciąże co ?? . - poruszałam brwiami .
-No nie chce . - posmutniał .
-Ej może niedługo i ty zostaniesz ojcem - pocieszyłam go .
-A wiesz co , jednak nie śpieszy mi się do tego . Na razie popatrzę jak wy będziecie się zajmować dzieckiem - posłał mi delikatny uśmiech.
-O Boże, rozwalasz mnie - uderzyłam go dla żartu .
-No wiem - wtórował mi .
Każdy z chłopaków wziął małego na ręce i mówił że podobny do Justina , że taki fajny itp .
Byłam z tego powodu cholernie szczęśliwa , że akceptują go , że się cieszą że będzie teraz z nami .
-Dobra , chodź Justin trzeba go przebrać i przewinąć - wzięłam Drew'a na ręce i zawołałam szatyna .
-Już lece - pobiegł do mnie .
Poszliśmy do pokoju maluszka , położyłam go na łóżku i zajęłam się rozbieraniem go .
Just cały czas stał koło mnie i mi się przyglądał , ale ja chciałam żeby on też coś zrobił .
-Justin chodź tutaj , przewiniesz go - złapałam chłopaka za rękę .
-Ja ?? . No co ty ! . Ja nie potrafię . - pokręcił głową .
-Oj no nie panikuj tylko chodź .
Powoli podszedł do łóżka .
Natomiast ja się odsunęłam .
-No to do roboty tatuśku - zaśmiałam się .
Szatyn westchnął na moje słowa i ostrożnie zaczął przewijać małego .
No cóż , nie poszło mu źle , ale no mogło być lepiej .
Musiałam mu to i owo pokazać , ale mam nadzieję że się nauczy .
-Chodź tu do mnie Drew - chłopak wziął go na ręce .
A ja korzystając z okazji zrobiłam mu zdjęcie .
Zeszliśmy z powrotem na dół .
Ash od razu wzięła maleństwo od Justina , na swoje ręce , a co szatyn tylko się zaśmiał .
Pokazał ręką że mam usiąść koło niego i tak też zrobiłam .
-Kocham Cię . - złożył no moich ustach czuły pocałunek .
-Ja Ciebie Też Kocham - odwzajemniłam go .
Tą miłą atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi .
Byłam najbliżej nich , dlatego też ja poszłam otworzyć .
Kiedy zobaczyłam kto stoi za drzwiami , miałam ochotę coś rozpierdolić .
-Carter ...?!! . CDN.










Wiem , wiem że krótki ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu do pisania i wogóle.
Nie wiem czy jutro dodam nowy rozdział , no bo muszę się uczyć .
Ehhh.. szkoła jest okropna .
No ale cóż co zrobić :(( .
Znowu w ich życiu pojawił się karter , tylko czego on chce ?? .
Hahahah tego dowiecie się w następnym rozdziale :** .
Trzymajcie się cieplutko , pozdrawiam < 3 .
Poniżej macie zdjęcie Małego Drew'a . < 3 :




400489_489915661021664_885656204_a.jpg
19.10.2013 o godz. 20:15
*5 Miesięcy Później *


Przez te 5 miesięcy nic się złego nie działo . No poza tym że mieliśmy regulane odwiedziny Lili .
Ja nie wiem czego ta dziewczyna od nas chce .
Przecież my mamy swoje życie , i ona też .
Więc niech się zajmie sobą , a nie co chwilę do nas przyłazi.
A to żeby pomóc jej w czymś tam , a to to , a to tamto .
Boże , mam tego dość .
A ciąża ?? .
Rozwija się prawidłowo , termin porodu mam za tydzień , czyli 19 Maja .
Justin jest cały czas przy mnie , nie odstępuje mnie na krok.
To jest owszem urocze i kochane z jego strony , ale też bardzo męczące .
No bo nic nie mogę zrobić sama , a przecież ciąża to nie choroba prawda ?? .
-Kochanie , coś ci przynieść ?? . - wyrwał mnie z zamyśleń szatyn siadając koło mnie .
-Nie , niczego nie potrzebuje - uśmiechnęłam się .
-Ale na pewno ?? - nie dawał za wygraną .
-Na pewno Justin , nie panikuj . Przecież nic się nie dzieje . - uspokajałam go .
-Jeszcze nic się nie dzieje . - podkreślił , na co rozbawiona przewróciłam oczami .
-Mój mały synek , już niedługo wyjdzie na świat - chłopak uklęknął przed moim brzuchem .
A no właśnie , nie powiedziałam wam jeszcze że będziemy mieli syna .
Jak Just się o tym dowiedział , to .. uhh noo działo się .
Nie mieszkamy już u szatyna , bo ...
No była taka sytuacja :
Wracaliśmy właśnie od ginekologa do domu , kiedy na pojeździe stała cała banda , włącznie z Ashley .
-Co się stało ?? . - spytał Justin , kiedy już wysiedliśmy z samochodu .
-Ktoś nam Kurwa bombę podłożył do domu . - wrzasnął Jaden .
-Jak to bombę , to ty pierdolisz ? . Naćpałeś się czy co ?? . - szatyn podszedł do niego .
-Nie , nic nie ćpałem , tylko kurwa mamy bombę !! . - darł się
- Taa Jasne , a ja jestem kurwa Matka Teresa -wywrócił oczami .
-Nie wierzysz nam ?? . - zdziwił sie Taylor .
-No troche - wzruszył ramionami .
A ja tak stałam i zastanawiałam się co teraz ,wierzyłam im , no bo przecież czemu mieliby kłamać .
-Justin , a jeżeli to prawda ? . - wtrąciłam się .
-Ej mała , kto normalny podłożył by bombę , pod domu takiego gangu jak my ?? - spytał .
Odpowiedź była prosta .
-Carter - syknęłam .
-Co ?? . - chłopak odwrócił się do mnie .
-To co słysz ...- nie mogłam dokończyć , bo na całą dzielnicę rozległ sie Huk .
Tak , to bomba wybuchła.
Dom zaczął płonąć .
I co teraz będzie ??? .
-I co kurwa , teraz nam wierzysz ?? . - warknął Twist .
-Kurwa Mać , ja go zapierdole tak że się nie pozbiera . Gnój jebany , ja pierdole . !! . - szatyn chodził co chwilę koło domu i coś rozwalał po drodze .
-No i gdzie my będziemy teraz mieszkać ?? . !! - spytał Fredo .
-Nie wiem kurwa , na ulicy !!! .
Nagle wpadłam na pewien pomysł , nie był on głupi .
-A może , może zamieszkacie u mnie ?? - spytałam po chwili.
Wszyscy się na mnie spojrzeli , tak jakbym się najebała .
-No co ?? . - nie wiedziałam o co im chodzi .
-Nie to nie ma sensu , jak u ciebie ?? . - szatyn podszedł.
-No normalnie , co już zapomniałeś że mam 5 pokoi gościnnych i 4 łazienki ?? . - odparłam .
-No tak ale , nie możemy być dla ciebie ciężarem . - wtrącił się Wayne .
-Ciężarem ?? . Jestem całkiem sama w tym wielkim domu . Jakbyście ze mną zamieszkali to byłoby dla mnie wybawienie . Każdy z was miały swoją sypialnie , no tylko Taylor miałby ją z Ashley . Ale to chyba nie będzie problemu nie ?? . - zwróciłam się do stojącej obok pary .
-Jasne że nie . Boże dziękuje ci skarbie - blondynka podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno .
Po niej zrobił to samo każdy z chłopaków .
Na końcu podszedł szatyn i spojrzał mi w oczy .
-Jesteś tego pewna ?? . - spytał na wstępie .
-Oczywiście ze tak , będziemy w końcu wszyscy normalną rodziną . - zaśmiałam się .
Tak no bo normalna rodzina , to raczej do nas nie pasuje .
-Kocham Cię . Nawet nie wiem co bym bez Ciebie zrobił .- wtulił mnie w siebie .
-No cóż , pewnie spałbyś pod mostem . - dobry humor mnie nie opuszczał .
-Hahaha tak , pewnie tak . - wtórował mi .


No i tak od tamtego incydentu zamieszkali u mnie .
Cieszę się z tego powodu , ponieważ nie jestem już sama .
-Kochanie ja jadę . - oznajmił szatyn .
-A gdzie ty znowu jedziesz ?? . - zdziwiłam się .
-Muszę załatwić coś ważnego , za niedługo wrócę . - musnął moje usta i wyszedł z domu .

*Oczami Justina *


Postanowiłem postawić sprawę jasno , jeżeli chodzi o Lili .
Była ona ciężarem dla nas wszystkich .
Dlatego musiałem się jej pozbyć .
Podjechałem pod jej dom .
Po chwili stałem już pod drzwiami .
Zapukałem , na co po paru sekundach otworzyła mi ciemnowłosa .
-O Justin , jak miło że wpadłeś . - zaśmiała się i wpuściła mnie do środka .
Ale mnie nie było do śmiechu , chciałem to załatwić raz na zawsze .
-Słuchaj Lili musimy pogadać - odezwałem się pierwszy .
-No to siadaj i mów . - pokazała na kanapę .
Zrobiłem to co powiedziała . Ona także zajęła miejsce bardzo blisko mnie .
Aż za blisko .
-No to chodzi o to że masz do nas więcej nie przychodzić . - odparłem ,.
-Ale dlaczego nie ?? . - zdziwiła się .
-Bo my nie chcemy cię widzieć .
-Ale ..- nie dałem jej dokończyć .
-Nie ! Nie ma ale . Zniknij z naszego życia . - syknąłem .
-Dobrze , zrobię to . - wstała z miejsca.
Wow , łatwo poszło . Aż dziwne .
-Zniknę pod jednym warunkiem . - spojrzała na mnie .
-Co chcesz ?? . - zdziwiłem się .
-Chcę Cię , ostatni raz poczuć Justin . - potknęła mojej ręki .
-Że co kurwa ?? ! - wstałem z miejsca , myślałem że się przesłyszałem .
-Justin wiem że tego chcesz . - podeszła po mnie .
-Nie , Lili odpuść sobie . - starałem się być opanowany .
-Proszę . Ostatni Raz . - nalegała .
-Nie !! - warknąłem .
-To mnie chociaż pocałuj . - jej słowa były jak błaganie .
Ale ja nie chcę po raz kolejny zdradzić Van .
Nie mam zamiaru .
-Nie zapomnij . - stawiałem na swoim .
-Błagam , proszę jeden krótki pocałunek , a dam wam spokój - dotknęła mojego torsu .
Zacząłem powoli wymiękać .
Dziewczyna widząc to , uśmiechnęła się z satysfakcją .
Zauważyłem szklankę z sokiem na stole no i wpadłem na pewien pomysł .
Zbliżyłem się trochę do blatu , na co Lili podążała za mną.
Pochyliłem się nad nią , pokazując że chce ją pocałować .
Dziewczyna także się do mnie zbliżyła .
Już prawie nasze usta się złączyły kiedy... usłyszałem pisk.
Hahahaha tak zgadza się , wylałem na nią napój ze szklanki.
-Ojj wybacz , to przez przypadek . - powstrzymywałem śmiech.
-Nienawidzę Cię Bieber !! . - uderzyła mnie w bark .
-Hahaha nie ty jedna . - skierowałem się w stronę drzwi .
-Wypierdalaj stąd - pokazała na drzwi .
-Z przyjemnością . - posłałem jej buziaka i wyszedłem na zewnątrz .
Nagle zadzwonił mój telefon .
Na wyświetlaczu "Taylor"
Odebrałem połączenie .
-Yeh co jest..?? .
-Justin gdzie ty do cholery jesteś ?? .
-No już wracam do domu , a co jest ?? .
-Co jest ??? . Kurwa Mać Van rodzi !!!! .
Kiedy to usłyszałem ciśnienie podskoczyło mi do maksimum .
Pędem wsiadłem do samochodu i z piskiem opon odjechałem...

*Oczami Vanessy*


Poszłam do kuchni , bo od pewnego czasu strasznie chciało mi się pić .
Nalałam sobie napoju do szklanki i upiłam 2 łyki.
Nagle poczułam jak po mojej nodze spływa jakaś ciecz. Szklanka wypadła mi z ręki i rozbiła się o podłogę .
Serce zaczęło mi szybciej bić , powoli podeszłam do stołu .
Po chwili poczułam przerażający ból.
-Taylor !! . - zawołałam przyjaciela , który po sekundzie przyszedł w towarzystwie Ash , Jadena i Twista .
-Jezu co się dzieje ?? . - dziewczyna podbiegła do mnie .
-Boże .. - zrobiło mi się słabo .
-Vanessa !! . Co ci jest ?? . - krzyknął Taylor .
-Taylor chyba się zaczyna !!! - łzy napłynęły mi do oczu .
-Że co już ?? ! - przestraszył się .
-Tak , chyba tak ! - wydusiłam .
-Jedziemy do szpitala !! - złapał mnie w pasie i zaprowadził do samochodu .
-Muszę zadzwonić do Justina , gdzie on do cholery jest !! . - brunet włączył silnik , i wykręcił numer do mojego chłopaka .
-Justin już jedzie ! - odparł kiedy skończył rozmawiać .
-Ja już nie mogę ! . - zwijałam się z bólu .
-Spokojnie , będzie dobrze . Spróbuj wytrzymać - doradził Twist .
-Czy ty kurwa wiesz cokolwiek o rodzeniu dzieci ?? . Weźcie go walnijcie odemnie!! . - warknęłam .
-No przepraszam , staram się pomóc.
Po 15 min. dojechaliśmy do szpitala .
Chłopacy pomogli mi wysiąść , a Ashley poszła po lekarza .
Pielęgniarki wzięły mnie od razu na porodówkę .
-Przykro mi , ale nikt nie może wejść . - odparła .
-Jak to nikt , nie może kurwa , to moja przyjaciółka - blondynka wściekła się na słowa kobiety .
-Przykro mi , będziemy państwa informować o przebiegu porodu . - zamknęła drzwi i podeszła do mnie .
-Będziesz rodzić naturalnie . - przygotowała wszystko .
-O boże . - jęknęłam , kiedy poczułam kolejny skurcz .
-Dobrze rozszerz nogi , zaraz sprawdzimy rozwarcie . - mówiła do mnie , a ja robiłam wszystko to co mi kazała .
-Dobrze , teraz możesz przeć - odparła .
Zebrałam w sobie siłę i parłam , tak jak było trzeba .
-Ja już nie mogę ! - wrzasnęłam zmęczona .
-Jeszcze kilka razy ! . - powiedział stojący koło mnie lekarz .
W końcu usłyszałam płacz dziecka , swojego dziecka .
Owinęli go w ręcznik i położyli mi go na piersi .
Był taki śliczny .
Nie wytrzymałam i po prostu się popłakałam .
-Czekałam na Ciebie całe życie . - pocałowałam go w główkę .
Po paru minutach zabrali mi go , żeby go zbadać , ubrać itp.
A mną z powrotem zajął się lekarz .

*Oczami Justina *


Wpadłem do szpitala jak oparzony , mało co nie staranowałem staruszki stojącej w drzwiach .
Szybko podbiegłem do recepcji .
-Przepraszam , gdzie jest porodówka ?? . -spytałem na jednym wdechu .
-Szóste piętro , i na lewo - odpowiedziała kobieta .
-Dziękuje . - pobiegłem do windy i pojechałem na odpowiednie piętro .
Na korytarzu spotkałem chłopaków i Ashley .
-Hej , i co z nią do cholery ?? . - spytałem nerwowy .
-No rodzi właśnie - odparła Ash .
-Muszę tam do niej iść . - podszedłem do drzwi .
-Nie ! Justin , oni zabronili wchodzić ! - podszedł do mnie Fredo .
-Jak to kurwa zabronili , przecież to moje dziecko i moja dziewczyna ! - wkurwiłem się .
-Justin , spokojnie , będzie dobrze - uspokajała mnie Ashley .
Może ona rzeczywiście ma racje .
Usiadłem obok nich , i cierpliwie czekałem na rozwój wydarzeń .
Po 6 godzinach przyszedł do nas lekarz .
-Vanessa już urodziła , zdrowego syna . Poród przebiegł prawidłowo . Gratuluję . - mężczyzna uścisnął mi rękę .
-A czy mogę do niej pójść ?? . - spytałem po chwili .
-Tak oczywiście , została przeniesiona do sali nr. 269 .
Jak poparzony pognałem do sali .
Tam zastałem Moją Piękną Vanessę .
-Kochanie , i jak się czujesz ?? . - podszedłem do niej .
-A jak mam się czuć , hmm .. może tak jakbym właśnie przed chwilą urodziła dziecko - zaśmiała się .
-Moja dzielna dziewczynka - pocałowałem ją .
-Justin przywitaj się z naszym dzieckiem - dziewczyna pokazała na łóżeczko stojące obok niej .
A w nim znajdował się mój syn
Powoli podszedłem do łóżeczka .
Był taki piękny .
Nadal nie mogę uwierzyć w to że ,mam dziecko , mam syna .
Delikatnie wziąłem go na ręce.
-Hej mały , w końcu mogę cię przytulić . Jesteś największym skarbem jaki dostałem od Boga wiesz ?? . - pocałowałem go w główkę .
-Tak jest cudowny . - uśmiechnęła się brunetka .
-To jak mu damy na imię ?? . - podszedłem do dziewczyny .
-Hmm.. może Drew ? . Po tatusiu ? . - zaproponowała .
Imię Drew bardzo mi się podobało . Nie tylko dla tego że ja tak miałem na drugie , tak po prostu .
-No To Witaj Na Świecie Drew .

I tak oto 12 Maja , o godzinie 23.56 . Przyszedł na świat Drew . Syn Justina i Vanessy .











I jest oto rozdział z porodu :)) .
Trochę się wzruszyłam jak go pisałam , nie powiem xd .
Mam nadzieję że się podoba . ;* .
Następny rozdział dodam jutro , jeżeli mi się uda , czego nie obiecuje ;)) .
No to na razie tyle , do następnego ^^ .
Kocham < 3 .









25b79db1-97d5-4855-8c74-ad6cd288c656.file.jpg
13.10.2013 o godz. 19:34
Poczułem nienawiść , zdziwienie , złość jednocześnie .
Co ona tutaj Kurwa robi ??? .
Jedyne co w tym momencie mogłem powiedzieć to :
-Lili ...?


*Oczami Justina *


Staliśmy tak przez chwilę w ciszy , nie wiedziałem co powiedzieć .
Po cholerę ta suka , się tutaj pojawiła .
Nie chcę jej widzieć na oczy .
-Co ty tutaj kurwa robisz ?? ! - w końcu się odezwałem .
-Nic, tak przyszłam cię odwiedzić , i się przywitać , bo od teraz będziemy się widzieć częściej - uśmiechnęła się .
-Co to niby znaczy ?? . - zmarszczyłem czoło .
-To że od dzisiaj , będę mieszkała 2 ulice stąd - bez pozwolenia usiadła sobie , jakby nigdy nic przy stole .
-Gówno mnie to obchodzi czy będziesz tutaj mieszkać, czy nie . Raczej nie będziemy się widzieć , bo ja mam swoje życie - syknąłem .
-Tak , tak . Zauważyłam - popatrzyła się na Van .
Chcąc jej pokazać , ze mam ją w dupie , i że jestem szczęśliwy przyciągnąłem do siebie brązowooką i objąłem ją w tali całując w usta .
Mina tej zdziry była bezcenna .
-To twoja dziewczyna ??? . - zdziwiła się .
-Tak , a co nie podoba ci się coś ?? .
-Nie no skąd . Tylko zastanawiam się , jaką trzeba być dziwką żeby narpiew zrobić sobie dzieciaka z jakimś bezdomnym , a potem przychodzić do ciebie - zmierzyła ją .
Wkurwiła mnie . Jest taką samą szmatą jaką była wcześniej , nic się nie zmieniła , no ale czego ja się mogłem spodziewać .
-Zamknij Mordę . To moje dziecko kurwa , i się nie wpierdalaj do nie swoich spraw . - poczułem jak Vanessa napina swoje mięśnie .
Czarnulka prychnęła jedynie i zaśmiała się pod nosem .
-Taaa, no nic , na mnie już czas . Do zobaczenia kiedyś tam - wstała i wyszła z domu , trzaskając drzwiami frontowymi .
Zostawiłem wszystkich , w kuchni a sam poszedłem do swojej sypialni .
Wyszedłem na balkon , i zapaliłem papierosa .
Zaciągnąłem się , a po chwili wypuściłem dym z ust .
Chciałem zapomnieć o tym wszystkim .
Po cholerę ona wróciła .
Z zamyśleń wyrwał mnie telefon dzwoniący mi w kieszeni .
Spojrzałem na wyświetlacz :Peter
Nie miałem ochoty rozmawiać z tym gnojem .
No ale , póki co to nadal jest moim szefem , dlatego od niechcenia odebrałem .
-I jak tam Justin ?? .
-A jak ma być ? Normalnie .
-A załatwiłeś to ?? .
-Co ? .Nie , nie załatwiłem i tego nie zrobie jasne ?? .
-Ja to kurwa tego nie zrobisz ?? . Masz mi być posłuszny zapomniałeś ? .
-Mam to w dupie , i ciebie przy okazji też . Nie jesteś już moim szefem . Wycofuje się .
-Co to ma znaczyć że się wycofujesz ? . Nie tak się umawialiśmy .
-Weź kurwa się odpierdol , w dupie mam jak się umawialiśmy.Nie zabije swojego dziecka gnoju .!! .
-No cóż , jak nie ty , to kto inny .
-Co to ma niby znaczyć co ?? .
-Jeżeli nie chcesz dla mnie już pracować , to spotkajmy się dzisiaj o północy na Bronx'ie .
-Pff. jak chcesz . Będę .
-No ja myśle że będziesz .
-Chce mieć to już za sobą .
-Oooo no proszę , co się z Tobą stało Bieber co ?? . Byłeś taki niebezpieczny a teraz ?? . Żałosny .
-Spierdalaj ! .
Rzuciłem telefon na łóżko i usiadłem na jego końcu .
Wszystko się wali .
Było dobrze , a przynajmniej na dobrze się zapowiadało .
A teraz ?? .
To jest jakaś porażka , ja jestem porażką .
Muszę jak najszybciej załatwić to z Carterem.
Nagle poczułem jak drobne dłonie oplatają mnie w pasie .
-Justin ...- usłyszałem za plecami , aksamitny głos Vanessy.
Nie potrafiłem jej nic powiedzieć , no bo co .
-Justin , Kocham Cię - musnęła moją szyje , swoimi gorącymi ustami .
-Ja Ciebie Też Kocham . Ale Van , jeżeli chodzi o Lili . To ja już z tym skończyłem , nie chce jej znać . Jest dla mnie nikim . - odwróciłem się do niej .
- Wiem Justin , wiem . Tylko czego ona chce - popatrzyła mi w oczy .
-Ehhh , tego to ja nie wiem . - spuściłem wzrok .
-Ej będzie dobrze - dotknęła mojego policzka .
-Kocham Cię - wpiłem się w jej usta .
Dziewczyna odrazu odwzajemniła pocałunek , i przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej .
W końcu opadła na poduszki ,a ja "wisiałem" nad nią , tak żeby nie obciążać jej brzucha , swoim ciałem .
-Ja Będzie miało na imię nasze dziecko ?? - spytałem nagle.
-Nie wiem . Nawet nie wiadomo co będzie -zaśmiała się .
-Hmm.. może chłopczyk ?? . - szepnąłem .
-Hmm.. a może dziewczynka .? - droczyła się ze mną .
-Nie ważne co będzie , i tak będę je kochał tak samo - spojrzałem w jej oczy , które zaraz potem wypełniły się łzami .
Tak , przyznałem się że kocham to dziecko .
Bo to jest prawda .
Nie wyobrażam sobie teraz ,żeby mogłoby być inaczej .
Schyliłem głowę na wysokość jej brzucha , i pocałowałem go.
-Kocham Cię dzieciątko wiesz ?? Jesteś moim skarbem , i zawsze będę cię chronił - szepnąłem i jeszcze raz go musnąłem .

*12 godzin później , Oczami Vanessy*


W nocy obudziły mnie dziwne hałasy dochodzące z dołu .
Usiadłam na łóżku , i dopiero wtedy zauważyłam że nie ma koło mnie Justina .
No ale przecież kładł się razem ze mną .
To gdzie on jest ?? .
Postanowiłam sprawdzić co się dzieje na dole .
Zeszłam powoli schodami .
Przy drzwiach wejściowych , stała zakapturzona postać .
Stałam w miejscu nieruchomo .
Byłam przerażona .
Gdzie jest do cholery Justin ?? .
Ale ...chwila ... Ja ją poznaję (postać) chyba .
Przełknęłam ślinę i podeszłam do niej .
-Justin ...? - szepnęłam , sama nie myśląc nad tym co robię.
Postać odwróciła się do mnie przodem , tak że mogłam dokładnie się jej przyjrzeć .
To co zobaczyłam , po prostu mnie przeraziło .
-O Boże co ci się stało ?? . - zwróciłam się do swojego chłopaka .
-Nic ..- szepnął i poszedł na górę .
-Powiedz mi - nalegałam i poszłam za nim .
-Chcesz wiedzieć ?? . Dobrze proszę bardzo , tak urządził mnie Carter - syknął .
-Ale dlaczego ?? . - byłam zdezorientowana .
-Dlatego że wycofałem się , i zrezygnowałem z jego oferty pracy . - wyjaśnił .
-A czemu zrezygnowałeś ?? - chciałam wiedzieć wszystko .
-Czemu ?? . Może dlatego że on chciał , żebym zabił nasze dziecko ?? .
To co usłyszałam , nie możecie nawet wyobrazić sobie co czułam .
-J-jak to zabił ?? - po policzkach spłynęły mi łzy .
-No dał mi jakieś tabletki poronne , i kazał mi rozmieszać je z jakimś napojem , no żebyś poroniła . Bo według niego to , dziecko przeszkadzałoby w biznesie. - podszedł do mnie.
-A ty ?? . - szepnęłam .
-A ja tego samego dnia wywaliłem je do kosza . Nie zrobiłbym tego nigdy .
Przez parę minut stałam tak nieruchomo , ale w końcu wtuliłam się w szatyna , na co on syknął z bólu .
-O Matko chodź - zaprowadziłam go do łazienki .
-Usiądź tutaj - wskazałam na krawędź wanny .
Czekoladowooki zrobił to o co go prosiłam .
Wzięłam do ręki wodę utlenioną i wacik , i zaczęłam obmywać go z ran .
-Oj ty sieroto - pokręciłam głową, na co się zaśmiał .
Po skończonej czynności , wyrzuciłam niepotrzebne rzeczy do kosza .
-Chodźmy spać . - marudził Justin .
-Jeszcze przed chwilą byłeś taki rozbudzony . - westchnęłam.
-No ale teraz jestem zmęczony - pokazał mi język i wskoczył pod kołdrę .
"Boże co za dziecko " - pomyślałam , i zajęłam miejsce koło niego .
Chłopak wtulił mnie w siebie , i tak w jego objęciach zasnęłam .










I jak podoba się rozdział ?? .
Mam nadzieję że tak .
Za prośbą i namową mojej przyjaciółki , i jednej z użytkowniczek , dodam zwiastun kolejnego rozdziału .
Następny rozdział napiszę jutro .
Także trzymajcie się cieplutko i do jutra :*** .

Zwiastun rozdziału "16" :

-Justin wiem że tego chcesz .
-Nie Lili , odpuść sobie .
-Proszę . Ostatni raz.
-Nie !! .
-To mnie chociaż pocałuj .

*

-Taylor chyba się zaczyna !! .
-Że co już ??! .
-Tak , chyba tak .!
-Jedziemy do szpitala !!!


I jak ?? mam nadzieje że zaciekawił was chociaż trochę :))) .



large.png
12.10.2013 o godz. 21:38
To wszystko jest do dupy , jeżeli on znowu chce w coś wpakować mojego chłopaka , no nie ręczę za siebie ...

Do domu dojechaliśmy po 15 min.
Kiedy weszliśmy do domu , od razu , w przedpokoju pojawili się chłopacy .
-Justin ?? . A co ty tutaj robisz ?? . - zdziwili się, na jego widok .
-Też , się cieszę że was widzę ...- odparł z sarkazmem .
-No no cieszymy się , ale co ty tutaj robisz ?? .
-Hmmm stoję ?? . - dalej grał głupka .
-Nie no serio ? Nie wiedzieliśmy wiesz . Jak to się stało że wyszedłeś ?? . - spytał Twist .
-Nieważne , chyba liczy się to że znowu tutaj jestem nie ?? . - uśmiechnął się .
-No taak , hehe jest ok - usiedliśmy przed tv.
Miałam dzisiaj jakiś podły humor .
Nic mi się nie podobało , jeszcze ten Carter .
Ok , może i wyciągnął Justina z pudła , ale czego on jeszcze chce ?? .
Czy nie może zostawić nas w spokoju .
No bo , przecież Just dużo dla niego zrobił nie ?? .
Ale widać jemu ciągle jest mało .
Ciekawe kiedy się to wszystko skończy .
Po rz kolejny dzisiaj poczułam kopnięcia dziecka .
Na samą myśl o nim uśmiechnęłam sie sama do siebie i pogładziłam swój brzuch .
Kocham to cudowne maleństwo , i nie mogę sie doczekać kiedy już przyjdzie na świat .
Ciekawe jak to będzie , bo nigdy słowo dziecko i Justin nie pasowały do siebie .
Dobrze , że jednak cieszy się że będzie je miał .
Wszystko się zmieni , i nastawienie do życia , i mam nadzieje też że praca szatyna .
Bo nie chcę żeby dziecko kiedyś się mnie zapytało gdzie pracuje jego tata , kim jest .
A ja odpowiem ,że co ?? .
Że jest Płatnym Mordercą ?? .
No chyba nie .
Mam też nadzieje że nic złego się już nie wydarzy .
No ale te pieniądze , one nie dają mi spokoju .
Co już ma kolejną ofiarę zabić ? .
I zapłacił mu przedwcześnie ?? .
Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi .
Spojrzałam na chłopaków , którzy byli zbyt zajęci oglądaniem.
Westchnęłam głęboko i podniosłam się z kanapy .
Podeszłam do drzwi , za którymi stał ...Carter ???.
-Witaj piękna , jest Justin ?? . - spytał jak zwykle uprzejmie . Nawet bym powiedziała że za bardzo uprzejmie .
-Tak , jasne .Już go wołam - mruknęłam , i wróciłam do salonu .
-Justin KTOŚ do Ciebie - podkreśliłam .
Chłopak spojrzał się na mnie i poszedł do drzwi .
-Stary musimy pogadać . - odparł Peter .
-No to gadajmy - wzruszył ramionami Szatyn .
-No ale , pogadajmy na osobności - szepnął .
Popatrzyli na mnie , że się przyglądam o czym rozmawiają .
-A no tak , to wyjdźmy na zewnątrz - otworzył drzwi .
Yyyy... a co to już przepraszam bardzo , nie mogą rozmawiać przy mnie ?? .
Co to za wielka tajemnica co ?? .
Kiedy wyszli , wściekła wróciłam do reszty .

* Oczami Justina *


-No i jak zrobisz to ?? . - spytał na wstępie brunet.
-Ale co ?? . -nie wiedziałem o co chodzi .
-No to o czym rozmawialiśmy . - odparł .
-Sam nie wiem - wahałem się .
-Kochasz to dziecko ?? . - zadał pytanie .
-Nie wiem - powtórzyłem się .
-Hmm.. więc może póki go nie kochasz , to zrób to . - wzruszył ramionami .
-Nie , nie potrafię - sprzeciwiłem się .
-A chcesz nadal dla mnie pracować , i mieć z tego taki szmal ?? . - zadał kolejne pytanie .
-No tak , ale ... - westchnąłem .
-Nie ma żadnego ale - skwitował .
-Słuchaj , ty nie wiesz jak to jest. To nie twoja dziewczyna jest w ciąży . - warknąłem .
-Ej ej ej młody przystopuj . Jestem twoim szefem i masz być mi posłuszny zrozumiałeś ?? .- syknął .
-Taa .- mruknąłem .
-No to się rozumiemy . Trzymaj - wcisnął mi opakowanie do ręki .
-Carter ...
-Wiesz co zrobić ...- odszedł zostawiając mnie w tyle .
Przez chwilę stałem tak w miejscu , ale po paru minutach się otrząsnąłem i wróciłem do domu .
Opakowanie od Petera schowałem do spodni i udałem się z powrotem do salonu .
Lecz tam nie zastałem brązowookiej .
-Gdzie Van ?? . - spytałem chłopaków .
-U góry - odparli , nie odrywając oczu od lecącego w telewizji meczu .
Wolnym krokiem skierowałem się po schodach na piętro .
Drzwi od mojej sypialni były uchylone .
Nie wchodząc do środka , obserwowałem jak Vanessa głaszcze swój brzuch , mówiąc do niego .
-Kocham Cię malutki wiesz ?? . Zawsze będe Cię chronić , bo jesteś moim skarbem . Nie pozwole cię nikomu skrzywdzić . Nie mogę się doczekać ,kiedy w końcu do nas przyjdziesz . Będziesz , i jesteś moją jedyną myślą , nie wyobrażam sobie żebym mogła cię stracić .

Przez mogę głowę przemknęło wiele myśli , ale jedno wiem na pewno .
Nie mogę tego zrobić , nie potrafię .
Nie wiadomo jak bardzo bym chciał , nie zrobiłbym tego . Przede wszystkim nie zrobiłbym tego Jej .
Powoli wszedłem do środka .
Uklęknąłem przy niej , a głowę wtuliłem w jej brzuch .
-Jak tam się ma moje maleństwo ?? . - spytałem .
Nigdy nie spodziewałbym się że będe kiedyś ojcem , jakby ktoś bym i to powiedział 2 lata temu , to wyśmiałbym go totalnie .
No bo kto , jak kto ale ja ?? .
Przecież ja się do tego kompletnie nie nadaję .
Poczułem jak dziecko się rusza , na co uśmiech nie schodził mi z twarzy .
Następnie usiadłem koło dziewczyny i wtuliłem ją w siebie .
-Kocham Cię wiesz ?? - szepnąłem w jej włosy .
-Wiem , Ja Ciebie Też Kocham - szepnęła .
Van głośno ziewnęła , na co zaśmiałem się cicho .
-Idź spać dziecinko - pocałowałem ją w głowę .
-Już tylko idę się umyć . -wstała z miejsca i poszła do łazienki .
Ja korzystając z okazji , zszedłem na dół i wyszedłem na dwór.
Podszedłem do pierwszego lepszego śmietnika .
Wyciągnąłem opakowanie z kieszeni popatrzyłem na nie przez chwilę , a następnie wrzuciłem do kosza .
-Nigdy , Tego nie zrobię Carter .- syknąłem , i w szybkim tępie wróciłem do domu .
Kiedy znalazłem się już w sypialni , zastałem Van wychodzącą z łazienki .
Myślałem że pójdzie się położyć , ale zamiast tego , ona podeszła do mnie i się we mnie wtuliła .
Poczułem przyjemne ,i znajome ciepło w środku .
Oplotłem ramiona wokół niej.
-Chodźmy spać - mruknęła .
-No dobrze , no to chodźmy . - złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę łóżka .
Dziewczyna położyła się .
Ściągnąłem jedynie koszulkę i zająłem miejsce obok niej .
-Dobranoc Mała ,śpij spokojnie - przytuliłem ją .
-Dobranoc Justin - musnęła moje usta , i ułożyła głowę na moim torsie . Od razu poczułem na nim jej gorący oddech .
W końcu zmorzył mnie sen ...

* Oczami Vanessy *


Obudziłam się pierwsza , dlatego szybko poszłam do łazienki się ogarnąć .
Następnie zeszłam na dół gdzie reszta , jadła już śniadanie.
-Cześć i smacznego - przywitałam się z nimi .
-Hej , dzięki - odparli .
Wzięłam jakiś jogurt z lodówki i usiadłam koło Fredo .
Po niecałych 20 min . do kuchni dotarł też i Justin.
-No hej piękny - zaśmiałam się .
-No hej piękna - musnął moje usta .
-Jo Justin co dzisiaj robimy?? . -spytał Tay .
-Nie wiem . Możemy ... - nie dokończył bo zadzwonił dzwonek do drzwi .
Wstałam z miejsca i poszłam otworzyć .
Przed moimi oczami stanęła nie powiem ale ładna dziewczyna .
-Cześć , emm Jest Justin ??. - zmierzyła mnie , i dziwnie spojrzała na mój brzuch .
--Taaa jest a co ?? . - syknęłam .
-A mogłabyś go zawołać ?? . - spytała .
-Wchodź - otworzyłam szerzej drzwi .

* Oczami Justina *


Kiedy Van poszła otworzyć , ja postanowiłem coś zjeść .
Wziąłem jaką bułkę i zrobiłem ją z czym popadnie .
Już miałem wziąć ją do ust kiedy usłyszałem głos mojej dziewczyny .
-Justin , ktoś do ciebie - weszła do kuchni .
A po chwili za nią jakaś dziewczyna .
Przez parę minut się ukrywała , ale kiedy spojrzała na mnie mało co oczy nie wyszły mi z orbit .
Poczułem nienawiść , zdziwienie , złość jednocześnie .
Co ona tutaj Kurwa robi ??? .
Jedyne co w tym momencie mogłem powiedzieć to :
-Lili ...?











Kolejny rozdział za nami . ;)) .
I jak podoba się ?? .
No to znowu się zaczęło .
Hahahah do następnego ;*** .







2.png
06.10.2013 o godz. 18:27
-A co mam zrobić ? - pytałam dalej .
- Możesz mi pomóc, musiałabyś pójść do gościa dla którego byłem płatnym zabójcą , do Peter'a Carter'a .
.



-A-ale Justin , jak to mam do niego iść? , co mam mu powiedzieć? , gdzie on jest? , jak wygl ...- gadałam jak najęta.
-Cii Kicia , zaraz ci to wszystko powiem - uspokoił mnie szatyn .
-No to mów . - poganiałam go .
-Pojedziesz do dzielnicy Westwood , pójdziesz na ulicę Mission RD . Tam zapytasz się jakiegoś byle jakiego przechodnia o Peter'a . Każdy go zna więc nie będzie z tym problemu - wyjaśnił .
-Okej rozumiem , a co mam temu Carter'owi powiedzieć ?? - spojrzałam na szatyna .
-No powiesz mu gdzie jestem itp . Aha i tylko w żadnym wypadku nie mów chłopakom gdzie jedziesz , rozumiesz ?? . A tym bardziej Ashley .
-A czemu ?? . - zdziwiłam się .
-Za dużo zadajesz pytań Kicia . Po prostu nie mów . I uważaj tam na siebie . Poradzisz sobie ? . - złapał mnie za rękę ,.
-Justin , sprzedawałam narkotyki , więc z tym to nie będzie problemu - zaśmiałam się .
-Dzielna dziewczyna , i tylko załatw to już dzisiaj dobra ?? . Wtedy szybciej wyjdę . - musnął moje usta .
-Jasne , to ja lecę . Pa Kocie - wpiłam się w jego usta .
-No pa Mała - oddał pocałunek
Po chwili przyszedł policjant i wyprowadził mnie na zewnątrz .
Od razu wsiadłam do samochodu chłopaków i pojechaliśmy do domu .
-I jak ?? . - spytał Twist , kierując pojazdem .
-Dobrze a co ?? . - starałam się brzmieć normalnie .
-Nie no nic , tak tylko pytam - wzruszył ramionami .
-Kiedy Justin wyjdzie ?? . - zagadał Fredo .
-Nie wiadomo jeszcze . - odparłam .
-Oby jak najszybciej , w niezłe bagno się wpakował . - zaśmiali się
Ale mnie nie było do śmiechu , byłam zła i nerwowa .
Mam jechać sama na jakąś dzielnice , nie wiem nawet gdzie. Do jakiegoś gościa , którego na oczy nie widziałam , a który płacił mojemu chłopakowi za zabójstwa.
I prosić go o pomoc , żeby Justin wyszedł z pudła.
Nie no to jest zupełnie normalne (czujecie ten sarkazm ? ).
-Emm Lil możesz mnie wysadzić koło mojego domu ?? . - spytałam po chwili .
-Jasne , a coś się stało ?? . - zaniepokoił się .
-Nie , nie jest okej , tylko muszę coś sprawdzić - skłamałam .
-Dobra jak chcesz - skręcił we właściwą uliczkę .
Po paru minutach potarliśmy do mojej willi .
-Dziękuje , to hmm widzimy się Jutro ?? . - wziełam torebkę do ręki .
-Jutro ?? . A nie dzisiaj ?? . - zdziwili się .
-Nie bo wiesz , muszę naprawdę , to znaczy chcę sobie to wszystko poukładać , nic mi nie będzie - zmieszałam się .
-Jak chcesz , to zadzwonimy potem - odpowiedział Jaden .
-Nie !! To znaczy nie dzwońcie , poradzę sobie , jestem dużą dziewczynką - uśmiechnęłam się w miarę szczerze .
-No dooobra , to do zobaczenia - spojrzeli się na mnie podejrzliwie .
-Tak , tak to papa - wysiadłam z samochodu i pognałam do domu.
Wpadłam do środka jak burza i pobiegłam się przebrać .
Kiedy już byłam gotowa , włożyłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy , i wsiadłam do samochodu .
Skierowałam się w stronę drogi wyjazdowej z Los Angeles .
Nagle mój telefon zaczął wibrować , spojrzałam na wyświetlacz "Ashley"
Westchnęłam i odrzuciłam połączenie .
Po 2 godzinach dojechałam ( chyba ) na miejsce .
Wysiadłam przy właściwej ulicy i podeszłam do jakieś starszej pani.
-Dzień dobry , przepraszam czy wie pani może gdzie znajdę Pana Peter'a Carter'a ??. - spytałam jej .
-Aaa pan Peter , pewnie , idź dziecko do tego budynku , tam go znajdziesz - wyjaśniła.
-Dobrze dziękuje - uśmiechnęłam się i poszłam w kierunku biurowca. .
Na recepcji siedziała młoda kobieta.
-Dzień dobry , ja do pana Carter'a . - podeszłam do niej .
-Piętro 6 gabinet 288 - nawet na mnie nie spojrzała, tylko wrednie warknęła .
Nie odzywając się , poszłam w kierunku windy .
Kiedy czekałam aż przyjedzie , odwróciłam się do tej zołzy i posłałam jej złośliwą minę .
-Krowa ... - mruknęłam pod nosem .
Wjechałam na odpowiednie piętro i poszłam pod właściwymi drzwiami .
Lekko zapukałam .
Usłyszałam głośne "Proszę " .
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka .
Przed moimi oczami stanął mężczyzna .
-P-pan Peter ?? . - przełknęłam ślinę .
-Tak , proszę - wskazał ręką na fotel .
Posłusznie zajęłam miejsce .
-Co cię do mnie sprowadza ?? . - usiadł na przeciwko mnie .
-Emm .. no więc ja jestem Vanessa Black i jestem dziewczyną...
-Justin'a Bieber'a...- dokończył na mnie .
-T-tak właśnie i chodzi o to że on został aresztowany , siedzi już 3 miesiące w więzieniu . I powiedział mi żebym do pana przyjechała - opowiedziałam .
-No tak , można się było tego po nim spodziewać . A jak widzę to jesteś w ciąży tak ..? . - spojrzał na mój brzuch .
Nie powiem ale speszyło mnie to pytanie .
A co go to obchodzi do cholery ..?? .
-Taak jestem z nim w ciąży . Ale co będzie z Justinem .? - zmieniłam temat .
-No cóż , jest moim pracownikiem , więc zapłace za niego kaucje . Pojadę jutro do tego więzienia . - odparł .
-Naprawdę ?? . Dziękuje panu bardzo - ożywiłam się .
-Nie ma za co . To mój obowiązek . - uśmiechnął się .
-A mogłabym wiedzieć jak to się stało że on dla pana pracuje ?? . - spytałam po chwili .
-Nie chcę cię urazić , ale to nie twoja sprawa . - odparł .
Serio nie chcesz mnie urazić ?? . No to widać ci się nie udało mnie wkurwiłeś na maksa .
Ja pierdole czemu nikt mi nie chce o tym powiedzieć .
Ugh jestem tak wkurwiona że zaraz chyba coś rozpierdole !!.
-Dobrze no to do widzenia i dziękuje jeszcze raz - wstałam z miejsca .
-Nie ma za co . Do zobaczenia - podał mi rękę .
Uścisnęłam ją lekko i wyszłam z pomieszczenia .
Kiedy przechodziłam koło recepcji ta zołza posłała mi wrogie spojrzenie .
Nie przejęłam się tym tylko poszłam do samochodu .
Byłam strasznie zmęczona , dlatego kiedy tylko przyjechałam do domu walnęłam się do wyra.

*


Następnego dnia o 12 byłam już w więzieniu .
Za chwilę ma przyjechać Carter .
Cieszę się że nam pomoże , ja też bym mogła zapłacić za Justina , ale on się na to nie zgodził .
-Witaj Vanesso - przywitał mnie .
-Dzień Dobry , to możemy iść ?? . - spytałam .
-Tak chodźmy - weszliśmy do środka i poszliśmy do biura szefa policji .
-Przyszedłem zapłacić kaucje za więźnia - Peter wyciągnął portfel .
-Jakiego ?? .
-Justina Biebera - wtrąciłam się .
-Za niego ?? . To będzie wynosiło 450 tys. złoty .
-Dobrze , trzymaj - rzucił mu gotówke na stół .
-Widzę że pan przygotowany - mruknął pod nosem .
-Jak widać - prychnął brunet .
-Dobrze , proszę poczekać - wyszedł z pomieszczenia , ale po chwili wrócił z moim skarbem .
-Justin ! - rzuciłam mu się na szyje .
-Hej mała - pocałował mnie .
-No stary nieźle żeś się urządził - wtrącił się Peter.
-Hahahah tak , ale dzięki - przybił z nim żółwika .
-Nie ma sprawy Biebs - zaśmiał się .
-To co wracamy do domu ?? . - spytałam z nadzieją .
-Tak wracamy - wyszliśmy na zewnątrz.
-Emmm Just chodź na chwilę - szepnął Carter , pewnie myślał że tego nie usłyszę .
Hahahahah ja mam nie usłyszeć ??? .
Odeszli odemnie .
Widziałam tylko że coś mu mówił na ucho i pokazywał na mnie , pod koniec rozmowy wcisnął mu do ręki jakieś pieniądze .
Nie podobało mi się to , bo przecież przed chwilą wyszedł z więzienia .
-No Kicia , to jedziemy - wyrwał mnie z zamyślenia szatyn który właśnie wrócił .
-Co on ci dał , po co ci te pieniądze ?? Znowu w coś się pakujesz ?? . - spytałam nawet na niego nie patrząc.
-Ojjj mała , nieważne . W nic się nie pakuje . Chodźmy już.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu .
Jechaliśmy w ciszy , nie chciałam sie odzywać .
Było to dla mnie podejrzane , jak taki człowiek jak Carter , ma swoją firmę . ?? . I to jeszcze taką?? .
No owszem jest obrzydliwie bogaty ale ...
To wszystko jest do dupy , jeżeli on znowu chce w coś wpakować mojego chłopaka , no nie ręczę za siebie ...







I jest oto kolejny rozdział .
A właśnie mam do was pytanie , bo mam ogl pomysł na kolejne opowiadanie , i tylko czy chcecie żebym je pisała .?? .
No to na razie tyle , pozdrawiam was cieplutko ,do następnego < 333 .




374b39a289cb416fc7a5fbff1e116adec7ae72cb.jpg
29.09.2013 o godz. 19:24
-Tay , czy Justin ... - nie mogłam tego z siebie wydusić .
-Tak , Justin został aresztowany ...


Myślałam że się przesłyszałam , to nie może być prawda .
Szybko się rozłączyłam i poszłam do kuchni
Musiałam się czegoś napić , bo strasznie kręciło mi się w głowie .
Wzięłam szklankę wody do ust, i wypiłam duszkiem .
Po chwili w kuchni pojawiła się Ashley .
-Vanessa , dobrze się czujesz ?? - spytała zmartwiona .
-Nie , słabo mi - westchnęłam .
-Będzie dobrze - pocieszała mnie .
-Nie Ash nie będzie !! Boże jaki z niego pieprzony idiota !!! W ogóle nie pomyślał co może sie stać ! Ma wszystko w dupie ! - nerwy już mi puściły .
-Spokojnie , nie denerwuj się - uspokajała mnie.
-Jak mam się nie denerwować sko...- usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu .
Do kuchni weszli chłopacy .
A co wy tu robicie ?? - patrzyłam jak Blondynka podbiega do Tay'a i go całuje.
-Uciekliśmy - odparł Jaden .
-A co z Justinem ?? - syknęłam .
-No złapali go - odparł Twist .
-Kurwa mać !! . Jadę tam !! - wzięłam torbę i ruszyłam w kierunku drzwi .
-Zwariowałaś ?!! Poczekaj 2-3 dni . ! - zatrzymał mnie Fredo ...

*3 miesiące później*


-Taylor ja już nie wytrzymam , od miesięcy nie mam z nim kontaktu ! Boje się rozumiesz ?? - warknęłam .
-Okej , zawiozę cie tam - wziął kluczyki i poszliśmy do samochodu .
Po 15 min . byliśmy na miejscu .
Pospiesznie wysiadłam z samochodu i poszłam w kierunku bramy wejściowej .
-Dzień dobry słucham ?? - odezwał się starszy policjant .
-Dzień dobry , ja chciałabym odwiedzić swojego chłopaka - odparłam .
-Miała pani pozwolenie na widzenie?? - spytał mnie .
-No tak - skłamałam .
-Dobrze , jak chłopak ma na imię ? - spojrzał na mnie .
-Justin Bieber - szepnęłam .
Mężczyzna na jego nazwisko wziął głęboki oddech .
-Proszę za mną.. - pokierował mnie .
Posłusznie ruszyłam za nim .
Szliśmy jakimiś ciemnymi korytarzami , jeszcze kręte schody i staliśmy przed właściwą celą .
Odrazu zobaczyłam Justina .
-Justin ! - łzy napłynęły mi do oczu .
-Macie czas pół godziny nie więcej - wpuścił mnie do środka.
-Dobrze dziękuje - uśmiechnęłam się .
Usiadłam koło szatyna i nie czekając ani chwili wpiłam się w jego usta .
-Tak bardzo za tobą tęskniłam - mówiłam przez pocałunek .
-Ja za tobą też , cholernie - kontynuował całowanie mnie .-Kocham Cię .
-Ja ciebie też Justin - wtuliłam się w niego .
-A jak tam moje małe dzieciątko ?? - uklęknął naprzeciw mojego widocznego brzucha .
-Dobrze kopie już - zaśmiałam się .
-Naprawdę ?? - uśmiechnął się szeroko .
-Tak , poczekaj - nagle poczułam ruchy dziecka . Daj rękę .
Chłopak na początku nie wiedział o co mi chodzi .
-No daj - mruknęłam .
Niepewnie mi ją podał , a ja położyłam ją na moim brzuchu .
-Czujesz ?? - popatrzyłam mu w oczy .
-O jaa kopie - jego oczy wypełniły iskierki szczęścia .
-A ty ? Ja tu się czujesz ? - zadałam dość dziwne pytanie.
-A jak mam się czuć ? Jest nieźle , ale wolałbym już wyjść - mruknął .
-A mogę ci jakoś pomóc ? - spytałam .
-Ni.. A wiesz że chyba możesz ? .
-A co mam zrobić ? - pytałam dalej .
- Możesz mi pomóc, musiałabyś pójść do gościa dla którego byłem płatnym zabójcą , do Peter'a Carter'a .







I jak rozdział ? . Vanessa już jest w 3 miesiącu ciąży ;)).
A Justin 3 mies w więzieniu . No i jeszcze ten Carter ;***
Wiem że krótki , ale muszę się uczyć ;/// . Niestety ;(( .
Pozdrawiam Cieplutko < 33 .

433d433a9d.jpg
22.09.2013 o godz. 20:32
madzialena
Skąd: daleko. .
O mnie: Hej hej hej co tam ?. Mój Ask : http://ask.fm/BelieveLove6 pytać pytać pytać :)
statystyki